sobota, 28 września 2013

Rozdział Piąty.






*Rana*



"(...) Ten, który mnie gonił i był "postacią" to... Marcel ?! (...)"

Z otwartymi szeroko oczami nie mogłam nic z siebie wydusić. On jest mordercą ? To nie możliwe...
- Hej, Rana wszystko okey ? - Zapytał Marcel.
- Czy wszystko okey ?! Goniłeś mnie i jesteś seryjnym mordercą ! - Zaczęłam panikować. Wiem to głupie, ale w tej sytuacji nie miałam innego wyjścia. Szybko podniosłam się z ziemi, a Marcel powtórzył za mną.
- Co ? Ja mordercą ?! Nie jestem nim! Posłuchaj. Lubię tutaj przychodzić po zmroku. Dzisiaj też planowałem, ale nie spodziewałem się, że Cię tu spotkam. Potem zauważyłem kogoś i chciałem podejść, ale ty zaczęłaś uciekać. - Wytłumaczył się. No dobra. Wierzę mu. On nie kłamie.
- Dobra. Może pójdziemy stąd ? Zrobiło się bardzo ciemno i zimno, a moja mama pewnie już ma atak paniki. - Odpowiedziałam. Marcel przytaknął, po czym ruszyliśmy.
- Odprowadzę Cię pod dom. - Powiedział w połowie drogi.
- Nie musisz. Trafię. - Zatrzymałam się i popatrzyłam w jego stronę.
- Chcę mieć pewność, że nic Ci nie będzie, i że trafisz cała do domu. - Uparł się i nie było odwrotu.
- No dobra. Wiesz, gdzie mieszkam ? - Zapytałam.
- Tak. Dałaś mi swój adres, gdy będziemy robić projekt. - Odpowiedział. No tak. Projekt.
- Okey. Kiedy robimy właściwie ten projekt ? - Tym razem to ja zapytałam. Dom co raz bliżej.
- A kiedy masz czas ? - Doszliśmy pod mój dom. Zatrzymaliśmy się i spojrzeliśmy w swoją stronę.
- Wpadnij jutro. Dziękuje i dobranoc. - Powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- Dobranoc. - Odpowiedział, po czym ruszył w stronę swojego domu. Otwarłam drzwi wejściowe, zdjęłam buty i weszłam do salonu. Matka z ojcem już czekali. Alice pewnie śpi. No tak. Jest 22:34.
- Jezu dziecko! Nareszcie ! Gdzieś ty była, wiesz jak się o Ciebie martwiliśmy !? - Napadała mnie mama przytulając.
- Byłam się przejść, ale zabłądziłam, a potem spotkałam kolegę z klasy i on mnie odprowadził. - Powiedziałam spokojnie. Jedyny tata normalny.
- Już więcej nigdy tego nie rób matce. Odchodziła tu od zmysłów. Ja z resztą też. Wiesz co się ostatnio dzieje ? - Dołączył się tata do rozmowy.
- Wiem i uważam na siebie. Mogę już iść spać ? Jestem zmęczona, a jutro przychodzi kolega, bo musimy zrobić projekt na biologię. - Nawijałam jak maszyna mimo tego, iż byłam zmęczona. Nie podobne do mnie.
- Dobrze. Idź już spać. - Tata nie chcąc ciągnąć dalej "kłótni" wysłał mnie do pokoju. Idąc na górę myślałam o tej całej sytuacji. Jak mogłam pomyśleć, że Marcel jest mordercą ? Przecież on boi się sam siebie uszczypnąć, a co dopiero kogoś zabić. To jest nie możliwe. Muszę przestać o tym myśleć. Weszłam do pokoju i od razu skierowałam się do łazienki. Długi prysznic dobrze mi zrobi. 



*Marcel*


Nie spodziewałem się, że ją tam zastanę. Wiem. To trochę głupie, że za nią pobiegłem zamiast po prostu ją zawołać. Ale nie wpadło mi nic innego do głowy. Tylko dziwi mnie to, że mogła pomyśleć o mnie jako mordercy. Ja i morderca ? Samemu mi się chce z tego śmiać. Mniejsza o to. Rozmyślam tak w drodze do domu, a już właściwie pod nim. Wszyscy już śpią. No trochę się nie dziwię, bo myślą, że ja też właśnie śpię. Przeszedłem przez płot i udałem się na tyły domu. Następnie wspiąłem się po pergoli pełnej róż, przy okazji się wbijając sobie mnóstwo kolców i  byłem na swoim balkonie. Na szczęście nie zapomniałem zostawić otwartych drzwi. Zabrałem ubrania z krzesła i ruszyłem w stronę łazienki. Rozebrałem się i wszedłem pod prysznic. Już po chwili, po moim ciele spływały kropelki gorącej wody. Oparłem się o ściankę, a po chwili zacząłem rozmyślać. Naprawdę Rana nie była mi obojętna. Była wspaniałą dziewczyną. Jeszcze ten projekt. Mógłbym całować panu Fallen'owi stopy za to co zrobił. To znaczy, ja nic mu nie proponowałem, ale jego pomysł był i nadal jest genialny. Chciałbym, aby to zadanie w jakiś sposób nas zbliżyło do siebie. Jest mnóstwo osób w szkole, które sądzą, że ona jest z Matt'em. Skąd wiem, że nie jest ? Siedzę z nim na historii i tak jakby się z nim kumpluje. Powiedział mi to, za co jestem mu wdzięczny. Koniec rozmyślań. Będzie co ma być. Wyszedłem spod prysznica, wytarłem się i przebrałem. Umyłem zęby i zamknąłem łazienkę, po czym rzuciłem się na łóżko. Chwilę później już byłem pogrążony we śnie.



*Narracja trzecioosobowa*


W tym samym czasie...

M. wyszło ze swojej kryjówki i skierowało się w stronę domu rodzinnego państwa Higgins. Będąc w połowie drogi zauważył światła policyjne "przeczesujące" miasto. Po małym prezencie od M. nie ma się czego dziwić. Nagle światła zgasły, a samochód po chwili udał się na komisariat. M. nie zaprzestając swojej podróży, chwilę później przechodziło przez ogrodzenie posiadłości Higgins'ów. Krótka droga na tył domu, wspięcie się po drzewach i wskoczenie na balkon. Wyjęło ze swojej kieszeni kilka wytrychów na wszelki wypadek, po czym zaczęło otwierać zamek w drzwiach balkonowych. W ciągu jednej sekundy zabezpieczenie w drzwiach było w kawałkach, a M. otwierało wejście do pokoju najstarszej córki Higgins'ów. Rana spała odwrócona w stronę drzwi, które prowadziły na korytarz. Postać podeszła do szafki obok łóżka i zostawiło na nim krótki list. Później wszystko działo się w ekspresowym tempie, szybkie wejście przez balkon i powrót do stałej kryjówki. Kolejna sprawa do rozwiązania.



*Rana*


Przebudziłam się o 6:07. Przeciągnęłam się i spojrzałam na drzwi balkonowe. One były... zniszczone. Szybko podniosłam się z łóżka i powoli podeszłam do nich. Zamek w drzwiach był w kawałeczkach. 
- Mamo! - Zawołałam strasznie głośno. Właściwie to był pisk.
- Co się dzieje ?! - Zapytała strasznie wystraszona, po czym podeszła do mnie.
- Zamek w drzwiach jest wyłamany. - Odparłam szybko.
- O boże.. to niemożliwe. - Odpowiedziała. Mama zawołała tatę, a ten zadzwonił na policję i tak dalej...


***

- Proszę Państwa. Zbadamy tę sprawę później, gdy dzieci wyjdą do szkoły dobrze? - Powtórzył pytanie funkcjonariusz.
- Dobrze. - Odpowiedziała moja matka. - Alice idziemy do twojego pokoju, a ty Rana idź się sama przygotować, zawiozę Was dzisiaj.
- Okey. - Powiedziałam i poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na szafeczkę obok łóżka. Leżała na niej kartka. Wzięłam ją do ręki i przeczytałam linijki tekstu. Po chwili zamarłam, po raz kolejny dzisiaj ze strachu. 

Słodko wyglądasz jak śpisz. xx


***
No i jest. Średnio mi się podoba. Rozdział miał się pojawić we wtorek, ale niestety nie miałam czasu, bo nauka -.-' W przyszłym tygodniu na sto procent rozdział się pojawi. Bardzo chciałam podziękować @Jannet_1D, która wspierała mnie i dopingowała w pisaniu tego rozdziału :)

~Pajka.

wtorek, 17 września 2013

Rozdział Czwarty.


Rozdział z dedykacją dla :
@Jannet_1D <3
l.o.v.e (Po prostu Nessie^^) oraz Adyy <3
Dziękuje wam moje skarby za motywację ;*

UWAGA ! : Rozdział może zawierać treści drastyczne. Czytasz na własną odpowiedzialność.



*Marcel*


Kolejny nudny dzień. Rutyna. Wstać, przebrać się, pójść do szkoły, usłyszeć wyzwiska, skończyć lekcje, usłyszeć wyzwiska, wrócić do domu, odrobić pracę domową i czas wolny. Może dzisiejszy dzień będzie troche inny ? Wkońcu pan Fallen wybiera pary na projekt z biologii. Może trafi mi się ktoś fajny ? Napewno fajniejszy ode mnie. Patrzę na zegar. Godzina 7:15. Przebrałem się, zjadłem jabłko i ruszyłem do szkoły. Gdy tylko przekroczyłem próg szkoły usłyszałem po raz kolejny wyzwiska. Ruszyłem  w stronę klasy biologicznej, bo biologia to dzisiaj jedyny przedmiot, który będzie na trzech lekcjach. To nawet lepiej. Będe cały czas siedział z Rose i nic się nie stanie. Zabrzmiał dzwonek, gdy akurat siadałem w ławce czekając na Rose. Reszta uczniów zajęła swoje miejsce wraz z Rose. Wszedł nauczyciel i zaczął do nas mówić.
- Drodzy uczniowie. Jak dobrze wiecie dzisiaj będę przydzielał wam pary do pierwszego projektu w tym roku szkolnym z tego pięknego przedmiotu, którym jest biologia. Od razu mówię, iż nie można zmieniać pary i obie osoby mają pracować przy owym projekcie. Na wykonanie go macie do dwóch tygodni. Teraz macie godzinę czasu dla siebie. Na następnej lekcji przeczytam wam z kim jesteście w parze i do końca lekcji będziecie omawiać wasz projekt. Trzeciej lekcji natomiast nie będzie. To tyle na dzisiaj.
Po zakończeniu monologu pan Fallen zasiadł za swoim biurkiem i zaczął łączyć nas w pary. Klasa natomiast zaczęła rozmawiać ze sobą. Na następnej lekcji nauczyciel rozpoczął wyczytywanie kto z kim jest.
- Hope Shelley i George Shelley...(...) Marcel Styles i Rana Higgins. To na tyle. Teraz możecie się naradzić i ustalić wszystkie szczegóły, a po dzwonku możecie wyjść.
Chyba się przesłyszałem. Ja i Rana ?! To niemożliwe. Okej. Zrobimy ten projekt i z głowy. Bardzo mi się podoba i nie chciałbym zrobić czegoś co spowodowało by zbłaźnienie się przed nią.

*Rana*

Marcel ? To nie jest tak źle. Przynajmniej go trochę poznam. Spojrzałam na Hope. Niezbyt jej się uśmiechało być z George'm. Dlaczego ? Bliski kolega Chris'a. Ale da radę. Dlaczego ? Projekt pewnie zrobią w jej domu, a jej matka jest uczulona na Shelley'ów. Tych drugich oczywiście. Niezbyt ich lubi więc cały czas będzie w pobliżu. Nie ma się o co martwić. Wracając. Podeszłam do Marcela i pochyliłam się nad nim.
-To jak ? U kogo robimy projekt ? - Zapytałam.
- Co ? -Wyglądał jakbym wyrwała go z zamyśleń.
- Zapytałam, u kogo robimy projekt ? - Powtórzyłam z lekkim śmiechem słyszalnym w głosie.
- Sam nie wiem. A ty gdzie chciałabyś ? - Tym razem on zapytał. Zarumienił się tak słodko.
- Pierwszy raz możemy u mnie. - Odpowiedziałam
- Dobra. Mógłbym prosić adres ? - Zgodził się nawet chętnie. Podałam mu karteczkę z adresem i zebrałam swoje rzeczy. Do końca lekcji siedziałam z moją przyjaciółką w ławce rozmawiając. Po lekcjach każdy wrócił do swoich domów. Wyjątkiem byłam ja. Musiałam odebrać swoją siostrę ze szkoły. Czekałam na nią przed jej szkołą, siedząc na małym murku. Za zaledwie dwie minuty powinna mieć dzwonek. Co dzisiaj będę porabiać ? Wieczorem wyjdę sobie chyba na spacer. Chociaż nie powinnam, ale jednak to dobrze mi zrobi. Najwyżej zostanę kolejną ofiarą seryjnego mordercy. Zanim się obejrzałam - zadzwonił dzwonek. Dzieci zaczęły wychodzić ze szkoły. Mnóstwo dzieci kończyło lekcje o tej porze. No w sumie się nie dziwię, bo jest 14:32.Szkoły podstawowe zazwyczaj prowadzą lekcje do tej godziny. W sumie szkoły wyższych stopni również. Dzieci biegały w różnych kierunkach chcąc wrócić do domu po ciężkich siedmiu godzinach. Po chwili Alice również wyszła ze szkoły, ale spokojnie w porównaniu do innych jej rówieśników. Ali podeszła do mnie.
- Jak tam w szkole ? - Zapytałam.
- Dobrze. Ostatni rok w szkole fajnie się zapowiada. - Odpowiedziała z uśmiechem na ustach.
- To super. Idziemy coś zjeść ? - Zaproponowałam.
- Pizza ? - Dopytała.
- Pizza. - Zgodziłam się z nią.
Kolejne dwie godziny spędziłyśmy w knajpie jedząc pizzę. Kocham ją. W sensie Ali, ale pizzę też. Naprawdę. Raz w całym dotychczasowym życiu się pokłóciłyśmy. O lalkę. Jesteśmy bardzo ze sobą zżyte jak na rodzeństwo. Większość się ze sobą kłóci. Ale w Mystic Falls mało jest takich osób. Wracając. Po zjedzeniu pizzy, a w naszym mieście jest zajebista, postanowiłyśmy wolnym krokiem wracać do domu. Pogoda zrobiła się typowo jesienna i zaczęło delikatnie padać. W ciągu pół godziny przechodziłyśmy przez próg naszego domu, a na zewnątrz rozpadało się na amen.
- Co robimy ? - Zapytała moja siostra.
- Sama nie wiem. Najpierw odrobię prace domową. - Odpowiedziałam.
- Skoro ty to ja też. - Powiedziała po czym ruszyła z plecakiem na górę do swojego pokoju. Ja natomiast najpierw zahaczyłam o kuchnię, aby zabrać ze sobą butelkę wody. Weszłam do pokoju i rzuciłam plecak na podłogę. Postanowiłam najpierw się przebrać. Włożyłam na siebie czarną bluzkę, jeans'owe szorty, bluzę z kapturem. Na stopy natomiast nałożyłam moje kapcie. Postanowiłam także założyć pierścionek z misiem i wisiorek "łapacz snów". Włosy związałam w kucyka, po czym podeszłam do mojej wieży. Włączyłam jedną z moich ulubionych piosenek. Jednak nie mogłam się nacieszyć tym chwilowym spokojem, bo usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę ! - Krzyknęłam. Zza drzwi wyłoniła się głowa mojej siostry.
- Skończyłam odrabiać lekcje. Właściwie to ich nie miałam, ale przy okazji spakowałam się na jutro. Mogę z tobą posiedzieć ? - Zapytała automatycznie siadając na łóżku.
- A chcesz patrzeć jak męczę się nad pracą domową ? - Odpowiedziałam jej pytaniem.
- Zawsze możesz odrabiać i rozmawiać ze mną. - Uśmiechnęła się. Z resztą. Ja również.
- W sumie, dobry pomysł.
- Fajna piosenka. - Powiedziała po chwili.
- Wiem. Jedna z moich ulubionych. Właściwie, to co w szkole ? - Nawet nie zauważyłam, że włączyła się kolejna piosenka.
- Dobrze. Mam nadzieję, że ostatni rok w tej szkole będzie fajny. - Odpowiedziała.
- Trzymam kciuki słońce. Nie wiesz czasem o której godzinie rodzice wrócą ? - Kolejne pytanie "wyszło" z moich ust.
- Mama wróci o 18:00, a tata zostaje w pracy do 19:00. - Powiedziała, a ja w tym czasie spojrzałam na zegarek. Jest 17:43. Za chwilę będzie mama.
- To praktycznie za chwilę. Zadania odrabiać nie muszę, bo jutro nie mam tych przedmiotów, więc może chodźmy pooglądać telewizję ? - Ali po prostu przytaknęła. Wyłączyłam muzykę, włożyłam zeszyty do plecaka i zeszłyśmy wraz z Alice na dół. A później ? Później przez calutkie pół godziny siedziałyśmy przed telewizorem i oglądałyśmy jakąś stację muzyczną. Teledyski gwiazd, nowości ze świata i z życia gwiazdek show - biznesu. W trakcie oglądania, zadzwonił dzwonek. Pewnie mama. Wstałam i ruszyłam do drzwi. Otworzyłam drzwi, jednak nikogo przed nimi nie było. Natomiast przed drzwiami leżało pudełko i koperta. Podniosłam obie paczki, po czym zamknęłam drzwi. Wchodząc do domu zastanawiałam się, co jest w tym pudełku, a co w kopercie ? Akurat, gdy weszłam do kuchni mama wróciła. Poszła wraz ze mną, a następnie stanęłyśmy nad blatem w kuchni.
- Od kogo to masz  - Zapytała.
- Nie wiem. Leżało przed drzwiami. - Odpowiedziałam.
- Może otworzymy ? - Zaproponowała.
- Okej. - Zgodziłam się, po czym rozerwałam kopertę. - Mam przeczytać ? - Zapytałam.
- Tak. - Odpowiedziała.
- "Mały rarytas dla miastowych piesków*. Radzę nawet za chwilę do nich zadzwonić słoneczka." - Po przeczytaniu tego zamarłam. Powoli podnosiłam wzrok na moją mamę. Ona także, była jednocześnie zdziwiona i przestraszona. Moja rodzicielka chwyciła w jedną rękę telefon, a w drugą nóż. To drugie będzie raczej zbędne. Chwyciłam pudełko i szybkim ruchem otworzyłam je. Pokrywka wypadła mi z rąk, a mojej mamie wypadł nóż. W pudełku był... ludzki nadgarstek. Odcięty, ludzki nadgarstek. Zakryłam usta ręką. Na szczęście Alice siedzi w pokoju i ogląda ten telewizor.
- Mamo dzwoń na policję. - Powiedziałam stanowczo z wzrokiem utkwionym w pudełko.
- Ale...- Nie skończyła, bo jej przerwałam.
- Dzwoń. Teraz. - Dokończyłam. Ona posłusznie zadzwoniła, a po kilku minutach było słychać sygnały syreny policyjnej. Potem wszystko działo się już szybko. Policja zabezpieczyła pudełko, zaczęły się przesłuchania, a sąsiedzi zaczęli się schodzić pod dom. Mamę przesłuchali jako pierwszą, bo jest dorosła. Potem mnie, a w tym czasie tata zdążył wrócić. Mama oczywiście mu wszystko wytłumaczyła oraz sąsiadom. Co jak co, ale każdy, no prawie się w miasteczku o siebie troszczył i nie było "obrabiania dupy". Policja rozpoczęła śledztwo. Kto mógł to zrobić ? Ja nie wiem. Po tym wszystkim powiadomiłam rodziców, że idę się przejść. Mały spacer dobrze mi zrobi. Jest jeszcze jasno, a deszcz już przestał padać. Wybrałam się w swoje ulubione miejsce. Las. Wiem, że to głupie z mojej strony - cały czas ktoś kogoś morduje, a ja idę do lasu. Może i głupie, ale ja naprawdę tam się odstresowuję. Szłam zaledwie 15 minut. Warto. Weszłam w dalszą część lasu, aby móc usiąść na pniu starego drzewa. Odsunęłam kilka gałęzi, pokonałam trzy metry i już, byłam tam gdzie chciałam być




Usiadłam na nim, ale tylko na chwilę. Chciałam iść dalej. Zobaczyć po raz kolejny inne miejsca. Jest takie jedno "wejście". Muszę przejść przez tą część lasu, potem pokonać polanę i zobaczę je. Tak i też zrobiłam. Gdy wychodziłam z lasu i wkroczyłam na polanę zobaczyłam, że się ściemnia. Patrzę na telefon. Godzina 19:32. I kilka nieodebranych połączeń. Nie oddzwonię teraz, bo nie mam tutaj zasięgu. Trudno. Byłam już blisko "wejścia", gdy zauważyłam postać. Była odwrócona do mnie plecami. Zimne dreszcze mnie przeszły. 



(Wyobraźcie sobie to zdjęcie tylko wieczorem)

Nagle zamarłam jeszcze bardziej. Postać raczej mnie zauważyła, więc odwróciła się w moją stronę. Twarzy niestety nie zobaczyłam. Ona chyba się też zdziwiła, ale zaczęła się do mnie zbliżać. Szła. Po prostu kurwa szła. A ja nie potrafiłam nic zrobić. Gdy była w połowie drogi, otrząsnęłam się i zaczęłam biec. Ile sił w nogach. Ten ktoś również rzucił się pędem w moją stronę. To był w stu procentach mężczyzna. Był wysoki i miał dobrą kondycję. Biegać szybko to on naprawdę potrafi. Uciekałam przed nim, ale po chwili nie słyszałam już kroków. Co jest !? Zwolniłam trochę i rozglądałam się. Pożałowałam tego jednak. Ledwo co się odwróciłam i już leżałam na ziemi, przygnieciona czyimś ciężarem ciała. Jezu! Zginę. Po co mi był ten spacer! Wyrywałam się, ale on mocno dociskał moje ręce do podłoża. Nie potrafiłam. Nie miałam już siły. Po moich policzkach popłynęły łzy, ale...on je otarł. Co kurwa ?! Otwarłam oczy, które wcześniej były cały czas zamknięte. Ten, który mnie gonił i był "postacią" to...
Marcel ?!

***
Nareszcie! Zbierałam się żeby go napisać kilka dni. Przepraszam, że tak długo musieliście czekać. Rozdział pisany przy rozmowie z @Jannet_1D oraz Nessie ^^ :D Za wszelkie błędy przepraszam. Kolejny rozdział pojawi się w tym tygodniu, bo moja wena wróciła ! Yay! :))

~Pajka. xx

Bonus + Przeprosiny.

Hej wszystkim ! Wiem, że rozdziału nie było już od chyba dwóch tygodni, ale niestety zaczęła się szkoła, a z tym - nauka. W tym tygodniu będę miała dużo luzu, więc pojawią się dwa, może trzy rozdziały. Dzisiaj już po 21:00 pojawi się czwarty rozdział :) Naprawdę bardzo Was przepraszam za tak długie czekanie. W ramach przeprosin mam dla Was zdjęcia z opisami postaci :D Kilka osób prosiło mnie przez ask'a, abym dodała tą notkę więc ją dodaje :) Miłego przeglądania i do kolejnej notki :P


***


Rana Higgins.

Dziewczyna o brązowych włosach do pasa. Ma 170 cm. wzrostu. Niebieskie, szare lub zielone oczy zależne od kątu patrzenia lub padania światła. Ma 18 lat. Nie cierpi wywyższania się, rządzenia oraz panienek, które uważają się za lepsze. Miła, pomocna dziewczyna. Czasami chamska. Nigdy nie przejdzie obok cudzej krzywdy obojętnie. Ma 12-letnią siostrę Alice. Jej mama jest fryzjerką, a tata psychoterapeutą.






Marcel Styles.


Chłopak o brązowych dłuższych włosach - loczkach. (Wzorowane na : Harry Styles.) Przed swoją "wielką" zmianą ma "ulizane" włosy. Ma 180 cm. wzrostu. Zielone oczy. Ma 18 lat. Wszystko jest mu obojętne. Gdy zakochuję się - trudno jest mu się odkochać. Miły, wspaniały chłopak. Ma 24-letnią siostrę Gemmę. Jego rodzice się rozwiedli, gdy miał 7 lat i do tej pory mieszka z mamą, która jest stylistką w stacji telewizyjnej.





Hope Shelley.

Włosy Hope są "ognisto" czerwone - do łokci. Odcień jej oczu jest porównywalny z czarnym (chociaż "podobno" ma brązowe). Posiada 170 cm. wzrostu. W stosunku do innych chamska, lecz nie dla przyjaciół. Jej nałogiem jest palenie, pasją jazda konno oraz konie, a jej najlepszą przyjaciółką od dzieciństwa - Rana. Obie są tak samo pokręcone. Jest w związku od 2 lat z Victor'em. Dziewczyna "emo", "punk'iem" czy temu podobne nie jest chociaż nosi często swoje ulubione glany, czarną kurtkę, spodnie w czerwoną z czarnym kratkę z łańcuchami i czarny T-shirt. Jej ojciec zmarł w wypadku samochodowym. Mieszka z matką. Jest jedynaczką, a jej mama pracuje jako prezenterka wiadomości w bardzo popularnej stacji telewizyjnej.





Victor Donavan.

Chłopak Hope. Posiada dłuższe (tak jak Marcel) czarne włosy, proste. Jego oczy są niebieskie. Jest 180 centymetrowym chłopakiem. Nałogowo pali. Ma 18 lat i prawo jazdy. Ma taki sam styl jak jego dziewczyna. Jest dobrym chłopakiem dla najbliższych, lecz nie dla nieznajomych. Jego rodzice nie żyją - zmarli w katastrofie lotniczej. Ma trójkę rodzeństwa - Max (6 lat.), Annabelle (Anna - skrót, 12 lat.) oraz Matthew (brat bliźniak Annabelle, też 12 lat.). Mieszka wraz z babcią, dziadkiem i rodzeństwem.





Sasha Sticker.

Typowa "barbie". Blondynka z włosami do pasa. Cheerleaderka, "puszczalska". Ma 168 cm. wzrostu. Piwne oczy. Charakteru nie muszę opisywać - po pierwszym zdaniu można się domyśleć. Rozpuszczona i rozpieszczona,wredna. Każdy chłopak chce ją "przelecieć". Wróg Rany i Hope. Jej matka jest stylistą, a ojciec biznesmenem  Sasha ma 18 lat oraz 25-letnią siostrę Megan (Meg), która jest przyjaciółką siostry Marcela. Ona jednak tego nie pojmuje.





Matthew Lockwood.

Najlepszy przyjaciel Victor'a. Jego przyjaciółkami są również Hope i Rana. Zielonooki chłopak o włosach brązowych, dłuższych. Wredny, chamski, złośliwy, ale nie dla najbliższych. On bardziej ubiera się jak emo - lecz nie przesadzajmy. Bardzo podoba mu się Rana, jednak nie chce niszczyć tej przyjaźni. Mieszka z ojcem i rodzeństwem. Matka ich zostawiła. On, jego siostry Katherine (8 lat.), Patricia (13 lat.) oraz Layla (20 lat.) są bardzo zżyci ze sobą, zawsze sobie pomagają. Ojciec jest mechanikiem samochodowym.





Rose Andrew.

Dziewczyna o czarnych włosach do ramion i piwnych oczach. Ma 168 cm. wzrostu. Nieśmiała, pomocna, miła, wielbicielka kotów, niezdara. W szkole ma opinię "kujonki".  Po uszy zakochana w Marcelu. Mieszka z rodzicami - matką aktorką i ojcem lekarzem. Jej rodzeństwo to 12-letnia Caroline oraz 15-letni Alexander, sama ma 18 lat.





Christopher "Chris" Thicke.

Chłopak o ciemnych blond włosach oraz zielonych oczach. Posiada 180 cm. wzrostu i ma 18 lat. Typowy sportowiec - "bezmózg". Były chłopak Rany i obecny chłopak Sashy. Podrywacz, dręczyciel, wysportowany.  Jego matka jest projektantką mody, a ojciec piłkarzem. Ma siostrę Mirandę, która ma 13 lat.

***
To tyle. Gdyby nie pasowało Wam coś to się nie martwcie, ponieważ to są zdjęcia ich wyglądu tylko "zasugerowane". Jeśli chcecie to mogę jeszcze zrobić notkę zdjęć z postaciami drugoplanowymi oraz epizodycznimi. Za wszelkie błędy przepraszam i do następnego :)

~Pajka. xx.



środa, 4 września 2013

Rozdział Trzeci.

*Rana*

(...)...szedł z Rose ? Dlaczego się zdziwiłam, pomyślicie. Marcel jest typem samotnika. Mimo, iż Rose także jest "kujonem" po raz pierwszy od dwóch lat widzę, żeby on z kimś szedł. Po chwili jednak nie przejmowałam się tym i ruszyłam wraz z przyjaciółmi do domu.
- Alice ! Już jestem! - Krzyknęłam od progu.
- Okej ! - Odpowiedziała mi. Weszliśmy wszyscy do salonu. Alice oglądała wiadomości, jak zawsze. Mimo, że jest jeszcze dzieckiem jest bardzo mądra. Miała tak od zawsze. No dobra. Od dwóch lat. Co za różnica ?
- Może jakiś film i jedzenie ? - Zaproponowała Hope. Mimo, że byli moimi przyjaciółmi w moim domu mogli się czuć swobodnie. Żadnych ograniczeń. Byli jak moja rodzina.
- Jestem za! - Radość w głosie Matt'a była wyczuwalna.
- Ja również. - odpowiedziałam zgodnie. Popatrzyłam chwilowo na telewizję, po czym mój wzrok został skierowany na czerwony pasek u dołu. Widniał na nim napis "Dzisiejszej nocy pewnien rybak wyłowił przypadkowo ciało pary mieszkańców. "Młodzieńcy zostali zamordowani poprzez uduszenie" - podaje miejscowy policjant. "Prosimy nie wychodzić po zmroku samemu, ponieważ sprawcy nadal nie znaleźliśmy. Do tej pory zostańcie bezpieczni w domach." - Apeluje policja.
- Słyszałaś Alice. Wieczorem nigdzie nie wychodzisz. - Od razu jej przypomniałam. - A teraz zmykaj odrobić pracę domową, a później możesz do nas dołączyć.
- Dobrze. - Odpowiedziała i od razu pobiegła do siebie. Zawróciłam i poszłam do kuchni.
- Jaki film oglądamy ? - Zapytał Victor.
- Ja nie wiem, ale wy możecie z Matt'em wybrać. Wraz z Hope przygotujemy jedzenie i picie, i zaraz do was dołączymy. - Odpowiedziałam. Chłopcy zgodzili się i poszli wybrać film, a my zajęłyśmy się przygotowaniem prowiantu. Patrzę na zegarek. Godzina 13:03. Mama wróci o 17:00, a tata 18:00. Mamy jeszcze trochę czasu. Pogoda niestety zaczęła się psuć, zbiera się na deszcz. Uwielbiam go. Po chwili wraz z Hope byłyśmy w salonie kładąc wszystko na stoliku.
- Jaki film wybraliście ? - Zapytałam równocześnie z moją "siostrą", po czym z uśmiechem przybiłyśmy żółwika.
- "Oszukać przeznaczenie". - Powiedział Vic siadając obok H. i obejmując ja ramieniem.
- Słabe. - Wzięłam miskę z słodyczami i położyłam u siebie na kolanach.
- Narzekasz słońce. - Włączył się Matt do rozmowy. Nie. On nie jest moim chłopakiem, a i tak do siebie tak mówimy. Czemu ? Bo lubimy śmiać się z ludzi, którzy uważają nas za parę.



*Cztery godziny później*


Właśnie kończyliśmy sprzątać puste i brudne naczynia, gdy usłyszeliśmy otwieranie drzwi i stukot obcasów.
- Jestem ! - Krzyknęłam mama. Na dworze na dobre się już rozpadało, więc była odrobinę mokra. Wyszliśmy z kuchni do przedpokoju i przywitaliśmy się z nią.
- Mamo, zrobisz coś dla mnie ? - Zapytałam. Bez żadnej miny. Po prostu normalnym głosem. Podlizywać się nie mam zamiaru.
- Mogę. Tylko powiedz, co? - Uśmiechnęła się do mnie.
- Odwiozłabyś Hope, Vic'a i Matt'a ? - Odpowiedziałam.
- Niech zostaną do kolacji, a potem ich odwiozę, słońce. - Wiedziałam ! Chce się pochwalić pewnie nowym przepisem na zapiekankę z kurczaka. Moja mama szybko się przebrała i zabraliśmy się za robotę. Po jakiejś godzinie kolacja była na stole, a tata właśnie wchodził do domu. Wszyscy usiedliśmy i przywitaliśmy się. Moim rodzicom nie przeszkadza to jak się ubierają, jakie nawyki mają czy jaki kolor włosów mają moi przyjaciele. Moi rodzice i Hope znają się od podstawówki. Z rodzicami Victor'a i Matt'a zaprzyjaźnili się zaraz po tym, gdy my się poznaliśmy. Po zjedzonej kolacji mama odwiozła moich przyjaciół, a ja w tym czasie zdążyłam odrobić pracę domową. Zeszłam na dół i podreptałam do salonu. Nikogo w nim nie było. Z kuchni było słychać odgłosy sprzątania, czyli pewnie mama sprząta po kolacji, tata jest w swoim gabinecie, a Ali śpi albo bawi się. Usiadłam na kanapie, po czym włączyłam telewizor. Znowu wiadomości. Właśnie miałam przełączyć, gdy moją uwagę przykuła informacja na temat tego morderstwa.
"Ofiary morderstwa to nie jacy Caroline Walles i jej narzeczony John Henderson.
-Nie mieli żadnych wrogów. Każdy mieszkaniec Mystic Falls ich lubił. Byli z każdym zaprzyjaźnieni. Nie wiem kto mógł zrobić im coś takiego - mówi matka Caroline. Przyczyny morderstwa nadal są badane, a morderca dalej szukany. Radzimy nie wychodzić z domu po zmroku samemu."
- Ciekawe kto mógł to zrobić. - Zapytała moja mama. Nawet nie zauważyłam kiedy usiadła obok mnie.
- Sama nie wiem. Ale człowiek, który to zrobił najwyraźniej pragnie zemsty. - Odpowiedziałam jej.
- Skąd to możesz wiedzieć ? - Ponownie zapytała.
- Tak zazwyczaj jest. Albo miał jakieś porachunki z tymi osobami w przeszłości i teraz chce za to odwetu. Więc na to samo wychodzi. - Powiedziałam z przekonaniem.
- W sumie racja..- Po chwilowym zastanowieniu moja mama stwierdziła, że pójdzie sprawdzić czy Alice śpi, po czym sama pójdzie spać. Oczywiście nie obyło by się od jej przypomnieniu o tym, że mam zaraz pójść spać. Poszłam do kuchni i wyjełam z lodówki butelkę wody. Wyjrzałam przez okno. Widok na las. Patrzyłam chwilę i nagle coś zauważyłam. Tak jakby coś tam się ruszało. Ale to nie było zwierzę... To był człowiek! Na sto procent! Troche przestraszona pobiegłam do drzwi wyjściowych i zamknęłam je na klucz. Tak samo z oknami. Pozamykałam je, po czym odetchnęłam z ulgą. Na dworze szaleje ulewa, mordercy jeszcze nie złapali, a tu kurwa ktoś w pobliżu mojego domu biega sobie! Jeszcze z trzęsącymi się rękami udałam się do swojego pokoju. Weszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby, przebrałam się w piżamę i się położyłam. Trochę za dużo wrażeń jak na dziś. Patrzę na zegarek. Godzina 23:17. Dzisiejszej nocy nie zasnę.



*W tym samym czasie, zmiana na perspektywy*


- Naprawdę mamo. Wrócę za zaledwie kilkanaście minut. Już wychodzę od Polly. - Amanda Wall zakończyła rozmowę z matką, po tym jak postanowiła zakończyć balowanie na urodzinach swojej przyjaciółki. Szła powoli w stronę domu. Postanowiła pójśc na skrót przez las. Zawsze nim chodziła i nic nigdy jej się nie stało. Nie spodziewała się tego co miało nastąpić.
Morderca wyszedł zza drzewa, pilnując dokładnie swojej ofiary. Każdy jego krok był idealnie zaplanowany. Skradał się za swoją ofiarą niczym lew. Nic nie mogło pójść źle. Inaczej będzie trzeba improwizować, co nie może zawsze wyjść. Amanda była na końcówce trasy przez lasy, gdy morderca zaczął główną część planu. Dziewczyna nawet nie zorientowała się kiedy leżała na ziemi przygnieciona czyimś ciężarem ciała. Wyrywała się, ubranej na czarno postaci z kapturem na głowie. Twarzy nie mogła niestety dostrzec. Cały czas się miotała, ale to nie pomagało. Po chwili została uderzona czymś twardym i ciężkim, a następnie uduszona. Morderca przewiesił sobie ciało Amandy przez ramię i udał się do swojej kryjówki. Wszelkie ślady morderstwa zostały zatarte, a od  jutra Amanda Wall zostanie uznana za zaginioną.
______________________________________________________
Trzeci rozdział napisany! Jak sądzicie, kim jest Morderca ? W następnych rozdziałach, nie będę pisać Morderca tylko jego skrót, M. To by było na tyle. Kolejny rozdział wkrótce! :)

~Pajka.

sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział Drugi.


*Rana*

Wstałam o 5:03. Inni pomyślą sobie, że jestem dziwna. Nie. Ja po prostu wolę wcześniej wstać i sobie poleżeć. Mam tak od zawsze. A wracając. Jest godzina 6:15. Wstałam, pościeliłam łóżko i udałam się do łazienki. Prysznic, poranna toaleta i przebranie się. Ubrałam T-shirt z koszulką Nirvany (tak słucham tego zespołu.), na to czerwona koszula rozpięta, czarne rurki. Zeszłam na dół. Co dziwne, rodziców nie było tylko Alice.
-Gdzie są rodzice ? - zapytałam na wejściu. Ali oglądała telewizję, a gdy odezwałam się, odwróciła się.
- Pojechali do pracy. Powiedzieli, że ty masz mnie odprowadzić do szkoły. Nie masz nic przeciwko ? - odpowiedziała. Mogli mnie uprzedzić.
- Nie mam nic przeciwko. Odprowadzę Cię tylko zjem śniadanie, okej ? - Ali jedynie pokręciła głową na "tak". Popatrzyłam na zegarek. Godzina 7:23. Jeszcze jest czas. Zrobiłam sobie płatki i je zjadłam. Do szkoły jest zaledwie 15 minut drogi.
- Ali zbieraj się, zaraz wychodzimy. - powiedziałam do siostry po czym sama poszłam do góry po plecak. Niestety plecak, bo moja torba jest w praniu. Nic innego mi nie zostało. Porwałam plecak po czym zbiegłam na dół. Alice była już ubrana, ja szybko wciągnęłam na nogi swoje wyższe buty z ćwiekami. Dziesięć minut później Ali wchodziła do szkoły, a ja maszerowałam dalej. Nie mogłam się doczekać dzisiejszego dnia w szkole, co dla mnie jest nowością. Wkroczyłam do szkoły. Każdy z każdym się witał. Gdy uczniowie zobaczyli mnie, wiedzieli, że mają się odsunąć. Nadal się mnie i reszty paczki bali. Może lepiej, żeby tak zostało? Inaczej reagowali pierwszoklasiści. Nie mieli pojęcia jak mają zareagować, więc zdziwieni także się odsuwali. Jednak niezbyt mnie to obchodziło. Szukałam ICH. Po chwili uśmiech sam wkradł mi się na twarz, a nogi same pobiegły w kierunku znajomych twarzy, które się już witały. To byli oni. Nic się nie zmienili. Zanim się obejrzałam byłam w objęciach Hope. Tak się za nią stęskniłam. Później Victor i na końcu Matt.
- Jak ja za Wami tęskniłam ! - radośnie krzyknęła Hope, po czym Vic objął ją ramieniem. Słodka z nich para.
- Ja również, ale nie musisz się tak wydzierać słońce. - uciszył ją delikatnym całusem Vic.
- Może wybralibyśmy się tak na apel powitalny gołąbki ? - zapytał Matt z uśmiechem na ustach. Odwzajemniłam go. Wszyscy przytaknęli po czym obraliśmy kierunek Aula. Dopiero teraz zauważyłam jak byli ubrani. Hope ubrała koszulę moro z ćwiekami, czarne legginsy, buty na wzór pirata, czarną czapkę i plecak moro. Jej ulubiony plecak i zresztą jedyny. Victor był ubrany podobnie do niej. Koszula moro, spodnie koloru kremowego, para glanów, czarny plecak i czapka. Ubrani jak dwie kropelki wody. Nie ma co. Jedyny Matthew był inaczej ubrany. Bardziej do mnie. T-shirt z napisem "Team Dixon" (oboje uwielbiamy The Walking Dead), rozpiętą, czerwoną koszulę, czarne jeans'y, parę czarnych glanów oraz swój wisiorek z czaszką, z którym się nie rozstaje na krok. Choćbyśmy się umówili. Do auli doszliśmy w 5 minut. Ludzie się już zbierali. My usiedliśmy w ostatnim rzędzie, gdyby chcieliśmy się zwinąć z apelu. Już nie raz tak robiliśmy. Żadna nowość. Po chwili ujrzałam Chrisa. Nie był jakoś specjalnie wystrojony. Biała bluzka, czarne rureczki, skórzana kurtka, torba na trening i buty. Taki pedałek. Nie pytajcie czemu z nim chodziłam, bo sama nie wiem. Do niego zbliżały się "laleczki barbie", jak to ja je nazywam. Chodzi mi o Sashę, Tay'ę i May'ę. Sasha była ubrana w sukienkę, szpilki, miała na głowie okulary, kolczyki, bransoletki z zegarkiem i to wszystko w kolorze różowym. Jedynie marynarka była biała w różowe kwiatki. Jej blond włosy były zaplecione w warkocza, miała ostry, różowy makijaż. Żygam różowym. Maya była bardzo do niej podobna. Różowa sukieneczka, czarne koturny, czarne bolerko, również czarna torebka, naszyjnik z kokardką i różowe bransoletki. Kolejna barbie. Taya natomiast troszeczkę inaczej wyglądała. Sukienka łososiowa z czarną koronką, tego samego koloru koturny, czarna marynarka, torebka i bransoletki. Także ostry makijaż, a usta zrobione tylko błyszczykiem. Typowe barbie. Sasha przylepiła się do swojego chłopaka. Tak, Chris'a. Są razem, ale mnie naprawdę to nie wzrusza. Oni myślą, że się tym przejmuję. Jednak jest przeciwnie, naprawdę. Interesuję mnie choćby zeszłoroczny deszcz. Na scenie, za kurtyną, zobaczyłam Rose. Taka cicha myszka, kujonka. Znam ją, bo z nią siedzę na biologii. Fajna dziewczyna tylko bardzo nieśmiała. Była ubrana w białą koszulę, bez rękawów z wstążką. Miała na sobie również czarną marynarkę, spódnicę, baletki i zawieszoną na ramieniu torbę, także czarną. Jej włosy były upięte w wysokiego koka. Ładnie to wyglądało. Spojrzałam na moich przyjaciół. Patrzeli na mnie zmartwionym wzrokiem.
- Dobrze się czujecie ? - Zapytałam ich ze zdziwioną miną.
- Yyy... tak ? - Odpowiedziała Hope. - Tylko tak patrzysz na każdego choćbyś była chora. - Dokończyła.
- Dobrze się czuję. Po prostu patrzę kto jak jest ubrany. - Odpowiedziałam jej. - Nic mi nie jest. - Teraz to ja dokończyłam.
- Okej. - Powiedział Matt.
Każdy zamilknął, po czym wszystkie oczy skierowały się w stronę sceny, gdzie właśnie swój monolog zaczął pan dyrektor.
- Witam kochaną młodzieży ! - Po sali rozniosły się brawa i oklaski. - Witam klasy pierwsze oraz te, które są już na drugim bądź trzecim roku nauki w naszej szkole. Mam nadzieję, że drogie starsze klasy przyjmiecie naszych nowych uczniów serdecznie. - Powiedział z uśmiechem na twarzy. Następnie zaczął przedstawiać nauczycieli, wychowawców klas pierwszych, drugich i trzecich. Jak co roku. Zastanawiało mnie, gdzie jest do cholery Marcel ?! Przecież on zawsze w rogu sceny spogląda na uczniów przez te swoje okulary. Dziwne. A nie! Jest za kurtyną z Rose. Pasują do siebie.
*Dwie godziny później*
Po tym całym apelu, rozejściu do klas i rozdaniem planu lekcji postanowiliśmy z Hope, Victor'em i Matt'em, że pójdziemy do nas. Pewnie babcia Victor'a odebrała Alice, jego rodzeństwo i rodzeństwo Matt'a ze szkoły i przedszkola po czym odprowadziła do domów. Jak zawsze. Alice miała klucze, więc pewnie już jest w domu. Gdy szliśmy tak sobie do mojego domu, po drugiej stronie szedł Marcel. Nic by mnie nie zdziwiło, gdyby nie to z kim on szedł. Szedł on z...
______________________________________________
Kolejny za nami. Ten rozdział troszeczkę jest nudny, ale obiecuję, że w następnym akcja bardziej się rozwinie :) Następny rozdział w poniedziałek c;
~Pajka.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział Pierwszy.



*Rana*

Kolejny rok. No niby są jeszcze wakacje. Zaledwie dwa dni wakacji. To śmieszne - jestem dopiero na drugim roku liceum, a czuję się jakbym była na ostatnim. Wiem, dziwne. Ale co ja mogę na to poradzić ? Ten rok będzie inny. Zdarzy się coś co zmieni moje życie. Tylko nie wiem, na lepsze czy gorsze ? Jedno wiem. Nie mogę się doczekać aż zobaczę Hope, Vic'a oraz Matt'a. Są moimi przyjaciółmi, których bym nie oddała za żadne skarby świata. W tym roku będę pomagała słabszym. Oczywiście nie chodzi mi tu o naukę, bo w niej sama bym potrzebowała pomocy. W szkole ja, Hope, Victor oraz Matthew mamy opinię tych, których należy się bać. Dlaczego ? Dlatego, że raz ja czy Victor byliśmy wplątani w bójki. To było dawno, a ja przeszłością się nie przejmuję. Mam na myśli "kujonów" i "gnębionych". Teraz to ich prześladowcy będą "gnębieni".
*Następny dzień*
Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. Godzina 8:34. Nie ma co. Jutro rozpoczęcie roku, a ja znowu wstałam późno. Patrzę na swój pokój. Fioletowe ściany, moje, duże dwuosobowe łóżko, po prawej stronie brązowe drewniane drzwi do wyjścia. Po lewej stronie drzwi na balkon. Na przeciwko mnie okno z parapetem, na którym tak uwielbiam siedzieć. Na ścianie po lewej stronie jest także mnóstwo zdjęć oprawionych w ramki przedstawiających mnie oraz Hope jako dzieci i troszkę później. Są także zdjęcia z rodzinką. Następne fotografie przedstawiają okres przedszkolny, szkolny, gimnazjalny oraz teraz Liceum. Z taką tylko różnicą, że te zdjęcia są już z Victor'em i Matt'em. Uwielbiam ich. Na ścianie za mną jest masa plakatów moich ulubionych zespołów i plakatów, które H. zrobiła dla mnie. Jest wielką artystką, ale to "ukrywa". Według mnie niepotrzebnie. I tak każdy ze szkoły o tym wie. Wracając. Wstałam z łóżka, zabrałam ubrania i udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i się przebrałam. Schodząc na dół patrzę na ściany. Zdjęcia moje i Alice oraz moje, jej i rodziców. Szczęśliwa rodzina ? Oni uważają, że tak. Niby tak. Ale czasami nie wytrzymuję przy ich podejściu do życia. Zbyt pozytywne. Ja jestem realistką i dobrze. Podeszłam do lodówki i wyjęłam wczorajszą pizzę. Odgrzałam w mikrofalówce i zjadłam. Patrzę przez okno. Pogoda idealna na jazdę na desce. Założyłam buty i już miałam wychodzić gdyby nie... kartka. Na stole w kuchni leżała kartka, a ja jej wcześniej nie zauważyłam. Podniosłam i przeczytałam.

Tata już pojechał do pracy. Ja i Alice pojechałyśmy do babci i nie chciałyśmy Cię budzić. Wrócimy o 18:00. Kocham i całuję
~Mama xoxo.

Spojrzałam na zegarek elektroniczny. Jest dopiero 11:03. Mam jeszcze niecałe siedem godzin. Kartkę zgniotłam i wyrzuciłam, zabrałam z przedpokoju deskę i wyszłam. Zamknęłam drzwi na klucz po czym wskoczyłam na moją przyjaciółkę i pognałam na rampy. Każdy mnie tam znał, więc nie miałam czym się martwić. Mijałam wielu ludzi. Każda osoba inna. Każda ma swoją, inną historię. Nie każdy ją zrozumie. W dziesięć minut dojechałam do ramp. Jak zawsze kilka osób. Chwilę z nimi porozmawiałam i jeździłam. Po trzech godzinach jazdy i wygłupów z przypadkowymi ludźmi postanowiłam wrócić do domu. Weszłam do domu, zdjęłam buty oraz czapkę, którą zawiesiłam na wieszaku. Pewnie zapytacie, od kiedy jeżdżę ? Od kiedy pierwszy raz postawiłam stopę na desce minęło już prawie pięć lat. Szmat czasu. Udałam się do kuchni, po czym zrobiłam sobie kanapkę i napiłam się soku. Kolejny szybki prysznic też po chwili miałam z głowy. Padłam na łóżko. W sumie jestem trochę zmęczona, więc mała drzemka dobrze mi zrobi...

*Dwie godziny później*

Obudziło mnie szczekanie psa sąsiadów. Sama bym chciała go mieć, ale rodzice (czyt. mama) nie chce się zgodzić. Po raz pierwszy w życiu moje włosy po wstaniu z łóżka nie wyglądały jak szopa. Jest dopiero 16:13, a na dworze jest ciemno. Zbiera się na deszcz. Postanowiłam wybrać się na spacer. Ubrałam bluzę z kapturem, czarne converse i przejrzałam się w lustrze (tak wygląda całość : http://www.polyvore.com/cgi/set?id=92406341&.locale=pl ). Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam...

*Jakiś czas później*
Włącz : http://www.rainymood.com/
Chodziłam tak bez celu po mieście.  Zaczął z nieba padać deszcz. Wszyscy uciekali, ale nie ja. Uwielbiam rozmyślać w takiej pogodzie. Szłam chodnikiem, mijałam wielu ludzi. Uciekających do domów, kawiarenek czy sklepów. Właśnie przechodziłam obok pewnego zaułka, gdy usłyszałam z niego głośny śmiech. Pewnie kolejne osoby chcą komuś wpierdolić. Żadna nowość. Postanowiłam podejść do nich. Wiem, jestem głupia, ale przynajmniej mogę jakość pomóc. Grupka "koksów" z mojej szkoły i jeden "kujon". Kompletnie nie ma szans. Kolejny wybuch śmiechu.
- Nie ładnie to tak dręczyć bezbronnych. - odezwałam się i od razu wszyscy spojrzeli na mnie. Wśród nich był Chris. Typowy szkolny dręczyciel. Niestety mój były chłopak. Nadal nie rozumiem jak mogłam z nim chodzić. Byłam głupia.
- Ooo, Rana. Co za miłe spotkanie. - Dopiero teraz zauważyłam, że dręczyli Marcela. Jednego z "kujonów". Miałam już nawet plan.
- No nie wiem czy takie miłe. - warknęłam. - Zostawcie go w spokoju.
- Nie wierzę. Czyżby to był twój nowy chłoptaś ? - dogryzł mi Chris.
- A co zazdrosny ? - odpowiedziałam podnosząc brew do góry.
- Żartujesz sobie ? O kogo ? - odparł śmiejąc się.
- A żebyś wiedział. - powiedziałam, po czym chwyciłam Marcela za rękę. Sam Marcel zdziwiony był tym, ale, gdy oni od razu odwrócili się i poszli, ja puściłam jego rękę.
- Następnym razem uważaj na nich, Marcel.- powiedziałam i zaczęłam odchodzić.
- Skąd znasz moje imię ?! - krzyknął. Odwróciłam się do niego z uśmiechem na ustach.
- Chodzimy razem do szkoły, więc Ciebie znam. Do zobaczenia ! - Uśmiana odwróciłam się i pobiegłam do domu, ale zanim to zrobiłam usłyszałam.
- Do zobaczenia, Rana !
*Chwilę później*

Wbiegłam do domu. Rodzice wraz z Alice byli już w domu.
- Gdzie ty się włóczyłaś ?! - od progu napadła mnie mama.
- Poszłam na spacer, ale straciłam rachubę czasu. - odpowiedziałam na spokojnie.
- Mam nadzieję, że nie będziesz chora. Jesteś przemoczona do suchej nitki! - już wiecie dlaczego jej podejście mnie denerwuje ?
- Nie przesadzaj Kochanie, każdy musi czasami pomyśleć w samotności. - do rozmowy włączył się mój tata.
- Rozumiem, ale jutro jest początek roku i nie chcę, aby Rana była chora.
- Nie będę. Mam dobrą odporność. Jeśli pozwolicie to pójdę spać, bo jestem zmęczona i nie mamo nie jestem głodna. - powiedziałam to po czym powędrowałam na górę.
Nie miałam sił, więc wykonałam szybki prysznic i przebrałam się w piżamę ( http://www.polyvore.com/cgi/set?id=92430362&.locale=pl ). Po chwili już leżałam w łóżku i zasypiałam. Jutro zapowiada się ciekawy dzień.
_______________________________________________
Pierwszy rozdział za nami. Kolejny przewiduję na piątek ;) Zapraszam do komentowania, obserwowania i polecania bloga znajomym :>

niedziela, 25 sierpnia 2013

Prolog.

Nietypowa historia dwójki osób, Rany i Marcela. Poznają się w liceum, po jakimś czasie zostają parą, aż do pewnego wydarzenia. Jej przyjaciel skrywa tajemnicę, która z czasem będzie wychodzić na jaw, a Ona - będzie w niebezpieczeństwie. Ich losy, głównych bohaterów oraz ich przyjaciół, będą niejednokrotnie wystawiane na próbę. Ile razy ona doświadczy bólu, załamania psychicznego i bezsilności? Co zrobi Marcel, gdy jego miłość zostanie wystawiona na próbę?

Przeczytaj This Is Not A Love Story, a znajdziesz odpowiedzi na te pytania.

PS. Prolog został edytowany dnia 24 czerwca 2014r.