środa, 26 lutego 2014

Rozdział Trzynasty.




Polecam włączyć każdą
piosenkę, którą tutaj
podam, ponieważ
nadają nastroju.

Pojawiają się wulgaryzmy
oraz mogą pojawić się
treści/sceny drastyczne.




*Marcel*




Będę twoim bezpieczeństwem
Ty będziesz moją damą
Zostałem stworzony, 
by utrzymać ciepło twojego ciała
Ale jestem zimny niczym podmuch wiatru,
więc weź mnie w swoje ramiona.*

-Rana? Rana, słońce otwórz drzwi. - Prosiłem, delikatnie uderzając w nie. Jedyne co usłyszałem to cichy szloch. - Kochanie, proszę. - Zamek ustąpił, a ja wraz z moją kuzynką wkroczyliśmy do środka. Objąłem dziewczynę swoimi ramionami i szeptałem uspokajające swoje, a Jannet właśnie wzywała policję.
- Będą za chwilę. - Klęknęła obok nas.
- Słoneczko, będziesz musiała powiedzieć im co się stało, chcemy Ci tylko pomóc.. - Spokojnie mówiłem każdy wyraz, przytulając ją do siebie. Przytaknęła, powoli się uspokajając. Spojrzałem na kuzynkę. Była wystraszona, zdezorientowana i zdenerwowana, tak samo jak ja. Oboje nie wiedzieliśmy, co się stało. Jedynie Rana wiedziała. Jedyne co chcę wiedzieć, to to, czy coś jej ta osoba zrobiła.
- Czy ta osoba coś Ci zrobiła? - Odsunąłem ją delikatnie, zwracając wzrok na jej twarz. Kilka siniaków.
- Nic... nic poważnego. - Wydusiła z siebie, pomiędzy szlochem. Ponownie przyciągnąłem ją do siebie, a po chwili usłyszeliśmy syreny policyjne. Później wszystko działo się szybko.
Policja.
Przesłuchanie.
Zabezpieczenie dowodów.
Zapewnienie bezpieczeństwa.
Muszę przy niej być cały czas. Nie mogę jej opuścić.**

Wspomnienie sprzed dwóch tygodni powróciło jak bumerang, gdy siedziałem na apelu, w szkolnej auli, obok Rany i reszty. Ściskałem delikatnie jej rękę. Minęły dwa tygodnie, szkoła ustalała przez ten czas, czy nie będzie bezpieczniej na jakiś czas zamknąć szkołę. Dopóki sprawa się nie wyjaśni i nie złapią mordercy.
- Dobrze, więc uczniowie. Dokładnie wiecie, co dzieje się od jakiegoś czasu w Mystic Falls. Nie mamy na to wpływu, na jakiś czas zawieszamy szkołę. Jak na razie na dwa tygodnie, a później zobaczymy. - Przekazał dyrektor, stojąc na scenie. W rogu sceny stał jeden z funkcjonariuszy, a kilkoro innych było rozstawionych po całym pomieszczeniu. Atmosfera była, delikatnie rzecz ujmując napięta. Każdy się bał. Każdego mogło to spotkać, ale spotkało akurat Ranę. 



*Rana*


Co powiedziałam policji? Praktycznie wszystko. Oczywiście nie powiedziałam o Tristanie. Nie wiem, dlaczego. Uratował mnie. To nie było tak, że był w odpowiednim miejscu, czasie. Najwyraźniej od dłuższego czasu mnie śledził...
Sama nie wiem. Brałam pod uwagę wszystkie opcje. 
Od tamtego czasu też go nie widziałam. Może to lepiej? Nie wiem.
Wiem, jedno. Chcę i muszę zapomnieć o wszystkich wydarzeniach, które miały miejsce do tej pory. Pragnę spokojnego życia. Takiego jak przedtem. 
Nie chciałam o tym myśleć. Nie chciałam czegokolwiek analizować, rozgryzać, dowiadywać się. Marzę o spokoju.
Co powiedziałam Marcelowi? Wszystko. Nie potrafiłam tego trzymać w sobie. Pękłam. On powiedział o wszystkim reszcie. Nawet Jannet. 
Co prawda, nie byłam z tego zadowolona, ale wcześniej czy później musiałabym powiedzieć im też. Od tamtego włamania, mam stałą ochronę. Nie tylko policji, ale także mojego chłopaka. Nie odstępuje mnie na krok, a jeśli już to robi, to ktoś inny jest ze mną. Ktoś, czyli Jannet lub Vic z Hope, a nawet Matty. Wracając. Siedziałam na tym nudnym apelu, po mojej prawej Marcel, po lewej Hope, Victor, Matt. Nie spuszczali mnie z oka. Marcel zmienił się. Nie z charakteru, lecz z wyglądu. Nie miał już ulizanych włosów. Nie ubierał się już dawniej. Włosy zostawiał takie jak po przebudzeniu, ubierał się jak każda normalna osoba. Czy mi to przeszkadzało? Nie. Jeśli chciał to mógł, ja nie miałam zamiaru mu czegoś zakazywać i nakazywać. Teraz miał na sobie zwykłe jeans'y, biały T-shirt ukryty pod wymiętą koszulą, na to miał założoną niebieską bluzę z kapturem i kurtkę. Na jego głowie znajdowała się czapka. Zima wielkimi krokami zbliżała się. Był już początek listopada, było co raz zimnej, a wiatr wiał co raz częściej i mocniej. Budynek szkoły został dzisiaj wyłączony z ogrzewania, bo skoro i tak będzie zamknięty na najbliższy czas, to nie miało by to sensu. Ja nie miałam na sobie czegoś szczególnego. Zwykła koszulka moro, czerwone spodnie w czarną kratę, czarne glany. Do tego miałam na sobie jeans'ową kurtkę z naszywkami na plecach, i ćwiekami na ramionach, którą dostałam od Matt'a w ramach przeprosin. Kto by pomyślał? Na szyi wisiał naszyjnik z dwoma wisiorkami, a na ręce znajdowała się bransoletka z podobizną wilka. 



***
Po skończonym apelu, wyszliśmy ze szkoły i poszliśmy na parking. W tłumie uczniów, którzy chcieli znaleźć się jak najszybciej w domu, aby później odpocząć od szkoły, wypatrzyłam całą grupę "popularnych" i bogatych dzieciaków. Sasha jak zawsze przesadziła. Dosłownie. Założyła Różowy bezrękawnik, cienkie czarne legginsy, a na to tylko czarna marynarka. Typowe buty "emu" i czapka zimowa. Prędzej bym zamarzła. Maya i Taya, ubrały się tak samo. Z taką różnicą, że ta druga ubiera się bardziej sportowo i ją lubię. 
Cały czas trzymałam Marcela za rękę. W ogóle nie odstępował mnie na krok. Rodzice i przyjaciele z resztą też. Mniejsza o to. Jannet miała już dawno wyjechać z miasta, ale przywiązałyśmy się do siebie i namówiła mamę, aby tu mieszkać. Obecnie nie ma jej w Mystic Falls, ponieważ musiała wrócić z mamą do Manchesteru, aby spakować wszystkie swoje rzeczy i móc przeprowadzić się.
Dzisiaj wyjątkowo po szkole miałam być sama w domu. Czerwono - włosa wraz ze swoim chłopakiem musieli pilnować jego rodzeństwa, Styles wrócił do domu, żeby pomóc swojej mamie w wymianie mebli na nowe. 
Wracając. Podrzucona do domu przez Victora, podeszłam do drzwi i zaczęłam szukać kluczy w kieszeni. Irytując się co raz bardziej, usłyszałam samochód zatrzymujący się przed bramą. Odwróciłam się, po czym uśmiechnęłam, gdy zobaczyłam osobę wychodzącą z pojazdu.
- Co tutaj robisz? - Brunet wyciągnął z bagażnika kilka pudełek.
- Z tego co wiem, to masz zostać sama w domu, a ja na to nie pozwolę, więc jestem. - Podszedł do mnie, odwzajemniając uśmiech. 
- Czyj to był pomysł? - Mruknęłam otwierając drzwi, oraz wpuszczając go do środka.
- Mój, ale twój chłopak i reszta go poparli. - Odpowiedział, kładąc pudełka w kuchni. Pięknie pachnące pudełka, swoją drogą.
-I dlaczego ja nic o tym nie wiem? - Zadałam kolejne pytanie. Chłopak wzruszył ramionami.
- Nie wiem. Mieli Ci powiedzieć, ale najwyraźniej zapomnieli. - Odwiesił swoją kurtkę wieszak. Machnęłam ręką.
- Rozgość się, a ja pójdę wziąć prysznic i zaraz do ciebie wracam. - Oznajmiłam przyjacielowi i poszłam na górę. Gdy byłam pewna, że drzwi są zamknięte, a na piętrze nie ma nikogo prócz mnie, zdjęłam kurtkę. Skierowałam wzrok na swoją pokaleczoną rękę. Wróciłam do czegoś, do czego obiecałam sobie, że już nigdy nie wrócę. Czy Marcel wiedział? Tak, wiedział. Jakoś tydzień temu przypadkiem odsunął mi się rękaw i zauważył. Rozmawialiśmy dużo na ten temat. On obiecał nie mówić nikomu, a ja więcej tego nie robić. Oparłam swoje ręce o zlew, wzdychając. Podniosłam wzrok, spojrzałam w lustro. Nie byłam tą samą dziewczyną. Często zarywałam noce, więc miałam podkrążone oczy. Mój wzrok wyblakł i wyczytać można z niego było smutek, ból, bezradność, brak siły. Opuściłam trochę niżej wzrok, napotykając srebrną rzecz. Wzięłam ją do ręki przypatrując się. Przybliżyłam ostrze do ręki...
- Co ty do cholery robisz?! - Krzyknął Matt, wyrywając mi przedmiot z ręki, po czym wyrzucił go. Niekontrolowanie zaczęłam się trząść. Chłopak wziął mnie w swoje ramiona i przytulił z całej siły. Zaprowadził do pokoju, gdzie kontynuował czynność. 
- Nie możesz tego robić, nie możemy cię stracić, nie możemy... - Szeptał w moje włosy, aby mnie uspokoić. 
- Przepraszam. - Wyszlochałam w jego tors. Wiem, że muszę przestać. Jestem naprawdę głupia. Raniąc siebie, raniłam również bliskie mi osoby. Dopiero  Matt mi to uświadomił. Poczułam coś mokrego na swojej głowie.
- Matty, proszę nie płacz. - Wymruczałam.
- Nie mogę znieść myśli, że to robisz. Ja, Marcel, Hope, Victor, nawet Jannet nie potrafilibyśmy znieść myśli, że posunęłabyś się o krok dalej. - Fala płaczu wzrosła jeszcze bardziej, gdy to powiedział. Miał rację. Cholerną rację. Oni by bardziej ucierpieli. Pieprzona egoistka. Mówił mój umysł. 


***

- To wszystkie? - Zapytał, patrząc na mnie nieufnie.
- Tak. Jeśli mi nie wierzysz, możesz nawet przeszukać cały mój pokój i łazienkę. - Prychnęłam.
- Wolę mieć pewność. - Spakował wszystko do pudełka i zamknął, po czym wyrzucił do kosza. To koniec.


***

- Jesteśmy! - Zawołała mama wraz z moją siostrą z dołu. 
- Będę się zbierał. Jakby co, dzwoń. Telefon zawsze mam przy sobie. I pamiętaj. Koniec z tym. - Pożegnał się, gdy odprowadziłam go do drzwi.
- Wiem. Dziękuję. Za wszystko. - Przytuliliśmy się na pożegnanie i zamknęłam za nim drzwi. Weszłam do kuchni, w której mama przeglądała czasopismo. Vogue był jej ulubionym. Wertowała magazyn, szukając pewnie jakiegoś ciekawego artykułu.
- Coś się szykuje? - Oparłam się o futrynę. Podniosła głowę, a kilka jej brązowych kosmyków opadło na jej twarz. Moja mama była naprawdę piękną kobietą. Jej proste brąz włosy sięgały jej do łopatek. Końcówki włosów natomiast zakręcały się delikatnie w loki. Odpowiedniej wielkości usta, delikatne rysy twarzy i brązowe oczy, sprawiały, że wyglądała jak nastolatka. Nie raz już przypadkowi ludzie myśleli, że jesteśmy siostrami. Nie jesteśmy podobne, co prawda, ale wyglądało to tak, jakbyśmy były rodzeństwem. Kasztanowe oczy, okrywał wachlarz długich rzęs. Sylwetkę miała odpowiednią. Nie była za chuda, ani nie miała nadwagi, Jest jedną z tych osób, które wolą posiedzieć przed telewizją lub komputerem niż iść poćwiczyć czy pobiegać. 
- Tak, jutro przyjmuję pannę młodą i muszę się przygotować. - Oznajmiła, poprawiając włosy. Uśmiechnęła się w moją stronę. 
- Jak się czujesz? - Podeszłam do wysepki kuchennej.
- To raczej ja powinnam się Ciebie o to zapytać, nie sądzisz? - Zaśmiałyśmy się.
- Niby tak, ale ja Ciebie pytam. - Odpowiedziałam nadal się śmiejąc. Jej mina stała się poważna. - Więc jak?
- Usiądź. - Wskazała ręką krzesło naprzeciw niej. - Kilka dni temu byłam u lekarza. Moje... moje obawy potwierdziły się. Jestem... jestem w ciąży. - Ostatnie zdanie wyszeptała, a po jej policzku spłynęła łza.
-Ej, spokojnie. Nie płacz, mamo! Ciąża to nie choroba. Powinnaś się cieszyć. Płakać i martwić się to byś mogła gdybyś była chora na śmiertelną chorobę, a nie jesteś na jaką kolwiek chora. - Otarłam jej łzy i przytuliłam.
- Wiem. Po prostu boję się jak zareaguje twój ojciec. - Wytłumaczyła, uspokajając się.
- Myślę, że będzie się cieszył, że wkrótce na świat przyjdzie jego trzecie dziecko. - Powiedział ktoś za nami, a my gwałtownie się odwróciłyśmy. W miejscu, w którym wcześniej stałam ja, teraz stał mój tata. Wysoki, dobrze zbudowany, o miłych rysach twarzy, że tak go opiszę. Miał brązowe oczy, bardzo ciemno - brązowe włosy i zarost, który w niektórych miejscach już siwiał. Podszedł również do nas i przytulił mamę. 
- Zostawię Was samych. Porozmawiajcie na osobności, a ja pójdę spać. - Wyszłam spokojnym rokiem z kuchni. Będąc w pokoju, rzuciłam się na łóżko. 

Muzyka III

Gdy moja głowa spoczywała na poduszce, pod nią poczułam wibracje mojego telefonu i charakterystyczny dźwięk pzychodzącej wiadomości. Odszukałam urządzenie, byłam pewna, że to którejś z moich znajomych, lecz bardzo się pomyliłam.


(Tłum. Wiesz... w twojej obecnej sytuacji ona nie jest
bezpieczna. Chcesz ją chronić? Bądź grzeczna i wykonuj
moje polecenia.)


To jest jakiś cholerny żart! Niech to będzie sen. Proszę, niech to będzie kolejny koszmar, po którym obudzę się i wszystko będzie okej.

(Tłum. Co jeśli tego nie zrobię?)

(Tłum. Pożałujesz.)


Wstałam jak najszybciej z łóżka i podbiegłam do drzwi balkonowych, rozglądając się nerwowo. Pod jedną z jabłoni, której rosły poza naszą posesją, znajdowała się postać. Był to chłopak. Wysoki na metr osiemdziesiąt lub dziewięćdziesiąt. Umięśnione ciało, wskazywało na to, że dużo ćwiczył. Każda część jego ubioru była koloru czarnego. Widziałam, że wpatrywał się we mnie, chociaż nie mogłam dostrzec jego twarzy. Wyciągnął rękę z kieszeni, po czym pomachał mi swoim telefonem. Aż czułam, jak jego wredny uśmiech pojawia się na twarzy.
- Rana, śpisz ju... - Do mojego pokoju wszedł tata, więc szybko zasłoniłam zasłony i odwróciłam się w jego stronę.
- Nie, jeszcze nie. - Potarłam dłonią tył karku.
- Chciałem porozmawiać. - Usiadł na łóżku.
- Okej. Porozmawiajmy... - Chwyciłam krzesło obrotowe stojące przy biurku i przysunęłam bliżej opiekuna. - O co chodzi?
- Pomówmy o tobie i Marcelu. - Rozpoczął, a ja już wiedziałam dokąd zmierza ta rozmowa, więc tylko uniosłam brwi, dając mu do zrozumienia, żeby kontynuował. - Mam na myśli... no wiesz.. czy wy... - Powstrzymywałam się od parsknięcia śmiechem.
- Nie, tato. Nie sypiamy ze sobą. - Dokończyłam. - Jesteśmy razem zaledwie trzy miesiące. To za wcześnie. 
- Dzięki Bogu... to znaczy. Wiesz, martwimy się z mamą i w ogóle. - Zarumieniony tata to naprawdę rzadki widok.
- Tak, wiem. - Przytulił mnie oraz pocałował w czoło na dobranoc. Gdy wyszedł tylko z pokoju, szybko zamknęłam drzwi. Wróciłam do drzwi balkonowych, które odsłoniłam, lecz nikogo już nie zauważyłam.
Historia zatacza koło?



*Marcel*



Otworzyłem oczy. Siedziałem na stołówce w szkole. Sam. Chwilę później przysiadło się do mnie kilka osób. Chris, Sasha, Maya, Taya, Tom, Jeremy oraz kilka innych osób, które znałem tylko z widzenia. Przy stoliku, przy którym od jakiegoś czasu siadałem z Raną, Hope, Victorem czy Mattem stało stoisko. Co tu się do cholery stało?!
- Jak było na treningu? - Zapytała blondynka, całując mnie w policzek. Fuj.
- Jakim treningu? - Odpowiedziałem totalnie zmieszany.
- Och, Marcel. Piłki nożnej. Przecież jesteś liderem. - Zdziwiła się. Pociągnąłem ją za rękę, wstając od stołu i kierując się w stronę schowka woźnego, z którym wiązało się kilka wspomnień. Zamknąłem drzwi i zapaliłem światło. - Teraz, powiedz. Co tu się do cholery stało?! 
- Co masz na myśli? - Skrzyżowała ręce i oparła się o ścianę. 
- Wszystko! Gdzie jest Rana, Hope, Victor albo Matt!? - Nie mogłem się powstrzymać. Najchętniej rozwaliłbym wszystko co się tutaj znajdywało.
- Oni? Nie pamiętasz? Matt siedzi za morderstwa, Hope popełniła samobójstwo, a gdy Victor się dowiedział też się zabił. A Rana... - Tłumaczyła. Głos stanął mi w gardle. Nie potrafiłem nic z siebie wykrztusić.
- A Rana, co? - Wszeptałem ledwo słyszalnie, patrząc w dół. 
- A Rana została porwana. Do dzisiaj nikt nie wie, gdzie ona jest. Minęło sześć miesięcy Marcel. - Cały mój świat legł w gruzach. Kawałek po kawałku. Dziewczyna wyszła z pomieszczenia. Upadłem na kolana i niekontrolowanie zacząłem płakać. To niemożliwe. Niemożliwe.
Obudziłem się w nocy zalany potem. To był tylko koszmar. Bardzo realistyczny koszmar.



*Narracja trzecioosobowa*



- Zabiję tego gnoja! Zabiję! - Krzyczał chłopak, a Tristan rozbawiony siedział na krześle i nic nie mówił. Stary magazyn to idealna kryjówka, nieprawdaż?
- Bez przesady, stary. - Ledwo powstrzymywał śmiech.
- Bez przesady? Bez przesady?! Trist, gdybyś nie zauważył czegoś podejrzanego przed jej domem to teraz by była martwa! - Brunet nie szczędził sobie gardła.
- Tak, tak, wiem. Chronisz ją za wszelką cenę i prawdopodobnie każdy w tym mieście wie, że lepiej z tobą nie zadzierać, ale z drugiej strony chcą zrobić Ci na złość i próbują jej coś zrobić. A On nie przewidział, że masz kogoś na boku, czyli mnie. Więc jesteśmy praktycznie na wygranej pozycji. - Powiedział.
- No niby tak. Dziękuję. - Przybili sobie żółwika, a Evans wyciągnął ze skrzynki dwie butelki napoju alkoholowego. - Dzisiaj tylko jedno. Muszę być w pełni trzeźwy.
- Masz rację. Ja w sumie też. Tylko ta jedna butelka i zbieram się. - W sumie, kto po tak ciężkim dniu nie chciałby się napić piwa. Brunet dowiedział się dzisiejszego dnia wielu rzeczy, których nie przewidział i teraz pora na improwizację, a jak to mówi nie zawsze się uda. Kończąc spotkanie Tristan zatrzymał się jeszcze na chwilę przy swoim samochodzie.
- To znaczy, że dzisiaj mam noc wolną? - Mruknął, przeciągając się ze zmęczenia.
- Tak. Tej nocy ja się zajmę wszystkim. - Przeładował broń i schował ją, odpowiadając.
- Jak coś, to dzwoń. - Wsiadł do wozu i odjechał w stronę mieszkania. 



*Rana*


Nie mogłam zasnąć. Wierciłam się z boku na bok. Nie potrafiłam tego dłużej znieść, więc wyszłam z łóżka, ubrałam bluzę, buty, zabrałam telefon i postanowiłam wybrać się na spacer. Cicho zamknęłam drzwi swojego pokoju, a później wyjściowe. Włożyłam słuchawki do uszu i przechadzałam się beztrosko ulicami, nie wiedząc co mnie czeka.


***


Jestem idiotką. Totalną idiotką! Po cholerę ja wybierałam się na ten spacer! Zabłądziłam, a dokładniej zawędrowałam w stare dzielnice Mystic Falls. Robiło się co raz zimniej, więc bluza już nie wystarczała. Chcąc zobaczyć, która godzina, wyciągnęłam telefon. Rozładowany. Zajebiście! Jeszcze to! 
- Mówię Ci, to było... - Usłyszałam nieprzyjemne głosy, tutejszych mieszkańców, po czym skręciłam w pierwszy lepszy zakręt. Droga do pierwszej lepszej kamienicy. Wysokie budynki "połączone" ze sobą były sznurami na pranie, które wisiały na wielkich wysokościach, a na wielu z nich ubrania. Obniżyłam wzrok i napotkałam kształty jakiegoś człowieka. Podeszłam bliżej, tak cicho jak tylko potrafiłam. Nałożyłam na głowę kaptur, przystanęłam na chwilę. Poznałam tego chłopaka. 


Stał, opierając się o stojący obok budynku samochód. Zaciągał się papierosem, na którego chwilę później ja też miałam ochotę. Dawno nie paliłam. Chciałam podejść bliżej, ale wątpiłam czy był to najlepszy pomysł. Odwróciłam się i chciałam się wycofać.
- Co tutaj robisz, księżniczko? - Zatrzymał mnie w pół kroku. Ponownie wykonała odwrót, lecz tym razem podeszłam bliżej. - Zabłądziliśmy, co? - Na jego twarz wskoczył wredny uśmieszek. Delikatnie pokiwałam głową, zgadzając się. 
- Przypadkiem. - Mruknęłam, przyglądając się papierosowi.
- Chcesz? - Zapytał wyciągając paczkę.
- Nie, dzięki. Nie tym razem. - Potarłam swoje ramiona. Tristan wyrzucił końcówkę i przygniótł butem.
- Chodź, odwiozę Cię. - Wskazał ręką na pojazd, który po chwili był w drodze do domu.


***


Zatrzymał się pod bramą. Zapadła krępująca cisza.
- Dziękuję. - Popatrzałam w jego stronę.
- Za co? - Zaśmiał się delikatnie.
- Za wtedy. I za dzisiaj. - Odwzajemniłam uśmiech. - Ale powiedz... skąd wiedziałeś, że coś mi się stanie? Skąd ty w ogóle mnie znasz? - Zadawałam pytania chcąc znać odpowiedź. 
- Rana, nie wtrącaj się. To nie są sprawy, o których powinnaś wiedzieć. Dzisiaj nie powinno Cię tam być. W każdej chwili coś może Ci się stać. Byłem kiedyś taki jak ty. Głupi i chciałem znać odpowiedź na te pytania. Uwierz mi, dopóki nie wiesz o niczym, jesteś bezpieczna. - Podniósł delikatnie głos
- Mogę Ci zaufać? - Wzniosłam wzrok przed siebie.
- Jasne, że tak. Jestem tutaj, po to, żeby Cię chronić. - Chwycił moją rękę.
- Ktoś... ktoś wysłał mi dzisiaj SMS.  - Pokazałam mu telefon. Zmarszczył brwi i przyjrzał się urządzeniu.
- Nie przejmuj się. Wpadnę do Ciebie jutro i powiem Ci, co masz robić. - Oddał mi telefon, który schowałam do kieszeni.
- Dobranoc. 
- Dobranoc, księżniczko.


***
*Cytat z piosenki Kiss Me Ed'a Sheeran'a.
** Tekst pochylony to wspomnienie, sen lub cytat z piosenki :)
ASJKFNLDISOFJPOSDIJFOSDIJFOSD 
WITAJCIE! Więc tak.
Dzisiaj mija 6 miesięcy od kiedy pojawił się pierwszy rozdział! ASILDFUDHASIFUHDS
Po drugie cholernie się cieszęęęęęęęęęęęęęę, bo teraz rozdział jest dłuższy i cudowny! :)
Po trzecie, pewna rzecz mnie dobija.
Pod rozdziałem 11, było DWANAŚCIE komentarzy, a pod 12 rozdziałem? Sześć. No dzięki. Obiecaliście, że będziecie komentować i w ogóle i tak trochę no zawiodłam się na was. Więc proszę nooooo :C 

KOLEJNA SPRAWA!
Tutaj o macie rodziców Rany :)
Holly Marie Combs jako Marie Higgins.


Jeffrey Dean Morgan jako John Higgins.

Także no :D
ZAPRASZAM NA ASKA, NA KTÓRYM MOŻECIE ZADAWAĆ PYTANIA CO DO ROZDZIAŁÓW :) 

I TO NA TYLE! :) PAMIĘTAJCIE NOOO O KOMENTOWANIU :C 

JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ ZOSTAW
PO SOBIE KOMENTARZ.
BĘDĘ WDZIĘCZNA KAŻDEJ OSOBIE,
PONIEWAŻ BARDZO MNIE TO MOTYWUJE :)
RÓWNIEŻ BĘDZIE MI MIŁO, GDY BĘDZIE ON
DŁUŻSZY NIŻ TYLKO "CUDOWNY" ITD. C:
DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY KOMENTARZ!
PS. IM WIĘCEJ KOMENTARZY, TYM SZYBCIEJ
ROZDZIAŁY SIĘ POJAWIAJĄ. 
PS2. KOMENTUJ NAWET Z ANONIMKA
TYLKO PODPISZ SIĘ :) 

~Autorka. xx




niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział Dwunasty.



Ten rozdział jest 
kontynuacją poprzedniego.
Zapraszam.

EDIT: Rozdział dedykowany

mojej kuzynce, która
wspierała mnie przy pisaniu.

Muzyka I





*Rana*



Postanowiłam zejść na dół. Naciągnęłam szczelnie rękawy, aby rodzice nic nie zauważyli. Spoglądam po raz kolejny na zegarek. Jakim cudem jest 16.34? Przespałam i przepłakałam połowę dnia. Słońce powoli zachodziło, zmieniając swój odcień na co raz ciemniejszy. Podchodząc do drzwi wzięłam kilka głębokich wdechów. Pociągnęłam za klamkę, a drzwi ustąpiły pozwalając mi wyjść z pokoju. W całym domu było wyjątkowo cicho. Nawet nie było słyszeć telewizji, która zazwyczaj jest włączona. Stawiałam kolejno kroki na stopniach, aby znaleźć się na parterze. Ani jednej żywej duszy. Ruszyłam w kierunku lodówki, bo zazwyczaj tam zostawiamy sobie ważne informacje. Nic, pusto. Może to tylko sen? Wątpię. Gdyby to był sen, nie czułabym bólu, który przeszywał moją lewą rękę. Z kieszeni bluzy wyjęłam komórkę, po czym wybrałam kontakt zapisany jako Mama. Jeden sygnał. Drugi. Trzeci. Połączenie nawiązane.
- Tak, skarbie? - Zapytała. Całe szczęście.
- Gdzie jesteście? - W tle słyszałam wiele rozmów.
- U ciotki Sarah. Wrócimy za kilka godzin. - Wyprzedziła moje kolejne pytanie.
- A Alice? Zabraliście ją ze sobą? - Westchnęłam głęboko.
- Tak, jest z nami. Spałaś, więc nie chcieliśmy Cię budzić. Przepraszam. - Jak to mama, chce najlepiej dla każdego.
- Nie przepraszaj. Pewnie i tak nie chciałabym jechać. Pozdrów wszystkich ode mnie i bawcie się dobrze. - Tylko nie to. Kolejna fala płaczu. Kurwa.. nie teraz!
- Pozdrowię. Kochanie, jeśli nie wrócimy do 22.00 to spodziewaj się nas dopiero z rana. - Mogłam się tego spodziewać.
- Okey. Mogę zaprosić kogoś na noc? - Jestem w stu procentach pewna, że i tak zostaną tam na noc, więc nie mam nic do stracenia.
- Oczywiście. Przecież jesteś już pełnoletnia. - Odparła lekko zdziwiona.
- Tak, wiem. Jednak jest to wasz dom i wolę się zapytać. - Wiem, że ufa mi bezgranicznie, ale jestem człowiekiem, który woli być pewny niż później obrywać.
- Nie musisz. Ufamy Ci. - Rodziców mam wspaniałych, ale i tak często na nich narzekam...
- Dziękuję. Do jutra. - Mruknęłam będąc pewna, że zaraz się rozpłaczę.
Marcel. Zaproszę go. 
Czekaj.
Stop.
Mówił przecież, że jest u niego kuzynka...
Cóż. Zobaczymy. Zawsze mogę ją poznać.




*Marcel*


Siedziałem w pokoju, nudząc się wraz z Jannet. Zastanawialiśmy się, co moglibyśmy zrobić? Co prawda jest już praktycznie wieczór, ale nieważne. W pewnym momencie naszego lenistwa usłyszałem dzwonek telefonu. Mojego telefonu. Leniwie podniosłem się, aby podnieść urządzenie z szafki obok łóżka. Przesunąłem palcem po ekranie telefonu, a na moją twarz wskoczył uśmiech.
- Cześć słońce. - Powiedziałem, a moja kuzynka zaciekawiona od razu ożywiła się.
- Hej. Co robisz? - Coś w jej głosie mi nie pasowało. Sam nie wiem, co? 
- W sumie nic. Wraz z kuzynką zastanawiamy się, co robić. - Miałem cichą nadzieję, że będzie chciała się spotkać.
- Wiesz, jestem sama w domu. Rodzice wrócą dopiero jutro. Może wpadniecie na noc? - Wow. Sam się tego nie spodziewałem.
- Postaram się. Zadzwonię do Ciebie za chwilkę, okey? - Mimo, że kocham Jann jak siostrę to wolałbym, aby nie chciała iść. To samolubne z mojej strony, wiem.
- Dobrze. Kocham Cię. - Uwielbiam te słowa.
- Ja Ciebie też. - Zakończyłem rozmowę i położyłem telefon obok siebie, czując szykującą się rozmowę z dziewczyną.
- O co się postarasz? - Spojrzałem na dziewczynę znajdującą się naprzeciw mnie.
- Chciałabyś poznać moją dziewczynę? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- Jasne! Czyżby noc filmowa? - Ona z głowy. Teraz tylko muszę jakoś powiedzieć to mojej mamie.
- Tak. Ty się spakuj i przygotuj, a ja idę przekazać to mojej mamie. - Wstałem z łóżka i skierowałem się do wyjścia. Spokojnie Marcel, to nic złego. Zszedłem do salonu, a następnie usiadłem obok mamy. Wygodnie się rozsiadłem i położyłem nogi na stoliku, czyniąc to samo co kobieta. Ona, zdziwiona spojrzała na mnie i ściszyła telewizję. Gestem ręki, zachęciła mnie, abym powiedział to, co miałem do powiedzenia.
- Jest sprawa... - Skrępowany zacząłem się jąkać. To normalne, prawda?
- To zauważyłam. O co chodzi? Coś się stało? - Wdech i wydech. Dam radę.
- Bo wiesz... Chciałem Ci tylko powiedzieć, że nocujemy dzisiaj z Jannet u mojej koleżanki. To my idziemy, pa! - Już miałem zamiar uciec na górę, ale jej ręka zacisnęła się na moim rękawie, przywracając mnie z powrotem na sofę. Cholera.
- Jak to "nocujemy dzisiaj z Jannet u mojej koleżanki"? - Przebiegłem rękami to włosach.
- Normalnie? - Pozostało mi tylko udawać idiotę.
- Huh, no dobra. Tylko wróćcie jutro, dobra? - Miałem ochotę ją wycałować. Była cholernie wyrozumiała.
- Dobrze? - Zdziwiony wróciłem na górę i zadzwoniłem do Niej, aby potwierdzić nasze przyjście.



***

W drodze do Rany miałem wrażenie, że ktoś nas śledzi. Mimo tego, że dopiero dochodziła 18.00, a na zewnątrz dopiero zachodziło słońce byłem lekko zdenerwowany. Ulicę od naszego celu, usłyszałem dziwne odgłosy za nami, więc odwróciłem się. Nic dziwnego nie zauważyłem, więc najzwyczajniej w świecie, powróciłem do starej pozycji. Moja towarzyszka rzuciła mi zdziwione spojrzenie, ale nic nie powiedziała. 
- Dlaczego drżysz? - Potarłem jej ramię.
- Są dwa powody. Po pierwsze, jest mi zimno. Po drugie, trochę się martwię, że twoja dziewczyna mnie nie polubi. - Tłumaczyła, a ja miałem ochotę wybuchnąć śmiechem. Tak, to prawda. Jannet jest jak dziecko, szalona i nie martwi się o nic, ale gdy już zaczyna to jest to drobnostka.
- Słońce, posłuchaj. Na pierwszy rzut oka Rana wygląda na dziewczynę o nieciekawym charakterze, ale to tylko złudzenie. Jeśli poznasz ją bliżej, stwierdzisz, że jest niesamowitą dziewczyną.

- Wierzę Ci. - Przebiegła palcami po swoich włosach. Zdjęła gumkę z ręki i związała włosy w kitkę, wypuszczając kilka kosmyków. Chwilę później byliśmy pod odpowiednim drzwiami.




*Narracja trzecioosobowa*
- Co teraz robi? - Zapytał brązowo - włosy chłopak do telefonu, pakując bagaże do czarnego SUV'a
- Skończyła rozmawiać przez telefon ze swoim chłopakiem, a teraz coś przygotowuje. - Chłopak po drugiej stronie odparł obojętnie, a brunet na słowo chłopak poczuł delikatne uczucie w okolicach serca. Spokojnie. Podpowiadał mu rozum.
- Wyjeżdżam na weekend z miasta, żeby załatwić kilka spraw, Masz jej pilnować i chronić ją. Piszesz się? - Samochód wyjechał z podjazdu, kierując się w stronę centrum. 
- Co za to dostanę? - Jest takie powiedzenie "Nic nie jest za darmo". Najwidoczniej jest to prawda. A już na pewno w tym świecie.
- Nietykalność. - Mruknął.
- Dla Ciebie wszystko, szczególnie jeśli zapewniasz nietykalność. - Śmiech rozniósł się w pojeździe.
- Muszę kończyć. Będę dzwonił codzennie. Do zobaczenia. - Osoba zakończyła rozmowę i skupiła się na prowadzeniu.



*Rana*


Wszystko przygotowałam i zniosłam do salonu. Z wielkiej szuflady stolika, na którym znajdowała się telewizja, wyjęłam wiele plastikowych pudełek przechowujących płyty z filmami. Horrory, komedie, fantastyka i mnóstwo innych gatunków filmowych mieściła kolekcja mojej rodziny. Można powiedzieć, że jesteśmy fanatykami. Usłyszałam dzwonek do drzwi, który zwiastował gościa. Marcel i Jannet. Pobiegłam do drzwi i otworzyłam je. Zobaczyłam dwie postacie. Wysoki brunet i dziewczyna o niebieskich włosach.
- Wejdźcie. - Uśmiechnęłam się i wpuściłam obie osoby.
- Cześć, jestem Jannet. - Kuzynka mojego chłopaka podała mi rękę, a ja ku jej zaskoczeniu przyciągnęłam ją do siebie i przytuliłam.
- Ja jestem Rana. - Gdy odsunęłam się od niej, jej wyraz twarzy wyrażał zdziwienie. 
- Wiem, Marcel wiele o tobie mówił. - Zaśmiałam się i spojrzałam w jego kierunku.
-Jannet, fajnie, że poznałaś moją dziewczynę, ale czy teraz ja mogę się z nią przywitać? - Wziął mnie w swoje ramiona i mocno przytulił. Od razu lepiej się poczułam.
- Tęskniłam za tobą. - Wyszeptałam do jego ucha.
- Ja za tobą też, słońce. - Odparł całując moje czoło. Desperacko potrzebowałam jego bliskości, jak uzależniona osoba na pierwszych dniach odwyku.
- Chodźcie do salonu, tam wszystko jest przygotowane. - Zaprowadziłam moich gości do pokoju, w którym spędziliśmy kilka następnych godzin.



***

Śmialiśmy się, poznawaliśmy, oglądaliśmy filmy i jedliśmy. To były czynności, które wykonaliśmy jak na razie, w ciągu trzech godzin. Jeśli cała rodzina mojego chłopaka jest taka, jak Nett, to chcę ją poznać. Podczas kolejnej fali śmiechu, wyciągnęłam telefon i wystukałam kilka zdań na telefonie.

(Tłum. Najlepszy wieczór filmowy z @Jannet_1D i @MarcelStyles_! :D)

Chciałam schować telefon z powrotem do kieszeni, ale kilka sekund później dostałam powiadomienie.

(Tłum. @RanaHigginsOfficial Czemu mnie tam nie ma? :c)

Bez powodu zaczęłam się śmiać jeszcze bardziej.

(Tłum. @HopeShelley Ponieważ jesteś w domu? :D)

(Tłum. @RanaHigginsOfficial Okej, kiedy się spotykamy? :D)

(Tłum. @HopeShelley Nie wiem słońce :c)

Po chwilowym uspokojeniu się, wyłączyłam telefon. Zauważyłam, że nasza kochana gwiazda przysypia, więc zaprowadziłam ją do mojego pokoju, gdzie chwilę później zasnęła. Czyżby wykończył ją śmiech? Całkiem prawdopodobne. Wróciłam do chłopaka, który oglądał zdjęcia leżące luzem w pudełku na stoliku. Oparłam się o futrynę, przyglądając się mu.
- Zmęczony? - Zwróciłam jego uwagę.
- Emm, w sumie to trochę. - Odłożył zdjęcie, które trzymał i podszedł do mnie, oplatając swoje ręce wokół mojej talii. Wtuliłam się w niego.
- Chodź.. - Chwyciłam jego rękę i skierowałam nas do gościnnego. Oboje położyliśmy się na łóżku, przykrywając kołdrą.




- Kocham Cię.. - mocniej przytuliłam się do niego.
- Kocham Cię. - Powtórzyłam. Jego serce było spokojnym rytmem, z czego mogłam wywnioskować, że zasnął. Leżałam dość długi czas w jego objęciach, gdy usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Delikatnie, nie budząc Marcela, wyswobodziłam się z jego objęć z niechęcią. Wychodząc z pokoju zabrałam ze sobą grubą książkę, w razie potrzeby obrony.


Uświadomiłam sobie coś.
Nadal nie złapali mordercy.
On mnie prześladuje.
Wszyscy śpią.
Jestem sama.
Zacisnęłam mocniej palce na książce. Szłam powoli, a rytm mojego serca z każdą sekundą się zwiększał. Wychyliłam się delikatnie zza ściany i pierwsze co zauważyłam to wybita szyba. Kawałek dalej stała wysoka, zakapturzona postać. Ręce zaczęły drżeć mi jeszcze bardziej niż kiedykolwiek, gdy osoba odwróciła się i zaczęła iść w moim kierunku. Nie reagowałam, dopóki ten ktoś nie wyciągnął noża. Rzuciłam się do ucieczki, lecz w połowie schodów poczułam ucisk na kostce. Uderzając całym ciałem o schody, cholernie mocno uderzyłam się w głowę. Włamywacz zaczął ciągnąć mnie w dół, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. W momencie, gdy chciałam krzyczeć, zasłonił mi usta. 
To koniec.
Umrę.
Zamknęłam oczy przygotowując się na jakikolwiek cios, jednak nie nastąpił on. Otworzyłam je z powrotem i zobaczyłam tę osobę, która chciała mnie zabić, leżącą na ziemi. Nieprzytomna. Spojrzałam w górę. Drugi chłopak.
- Co się.. - Nie dokończyłam.
- Nie ma za co. Będę leciał. - Powiedział przerzucając sobie nieprzytomnego przez ramię.
- Powiesz mi chociaż, jak masz na imię? - Mruknęłam, wstając i trzymając się za głowę.
- Tristan. - Odwrócił się i uśmiechnął. - Zobaczymy się jeszcze nie raz.
- Tristan.. - Powtórzyłam bardziej do siebie. Gdy Tristan wyszedł, zamknęłam wszystkie drzwi na zamek, następnie biegnąc do łazienki. Zatrzasnęłam drzwi i opuściłam się po nich.
Ile rzeczy się jeszcze wydarzy, żebym upadła psychicznie?



***
DOBRY WIECZÓR! Witam Was po cholernie długiej przerwie. CO SIĘ ZE MNĄ DZIAŁO? Zacznijmy od początku.
Mój komputer był cholerne dwa tygodnie w naprawie, co strasznie mnie zdenerwowało i zdołowało. Powiecie przecież "Mogłaś pisać na telefonie", niestety - to nie dla mnie.
Ten rozdział jest dla mnie bardzo ważny, bo wprowadza do opowiadania nową osóbkę - Tristana! Kim on jest i jaką rolę pełni, dowiecie się w kolejnych rozdziałach. Poniżej macie go :D 


Czyli, jeśli ktoś słucha UJ to wie kto to jest ^^. Baaaaaaaaaaaaaaaaardzo Was przepraszam, ale jestem jednocześnie dumna, że zaczęliście komentować :) PAMIĘTAJCIE! W komentarzach możecie zadawać pytania - ja na nie odpowiadam :)


KAŻDY KTO PRZECZYTAŁ
NIECH ZOSTAWI PO SOBIE KOMENTARZ.
DLA WAS TO CHWILA, A DLA MNIE
MOTYWACJA.
WIĘCEJ KOMENTARZY = CZĘŚCIEJ ROZDZIAŁY.
Możecie również reklamować bloga, jeśli chcecie :D To od was zależy :)



Do następnego,
~Autorka.









niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział Jedenasty.



Rozdział dedykowany każdemu
czytelnikowi. Dziękuję Wam za to,
że jesteście. Kocham Was.

Muzyka. Polecam ją włączyć.





*Hope*



Pierwsze moje uczucie, gdy otworzyłam oczy? Niesamowity ból głowy.  Całą noc płakałam. Nie rozumiem, dlaczego on to robi? Był, to znaczy jest naszym przyjacielem, ale okłamywał nas i oszukiwał! Rozejrzałam się wokół i zorientowałam się, że siedzę na podłodze w moim pokoju. Na szczęście. Wstałam z niej, podtrzymując się i wyszłam na korytarz, aby następnie udać się do łazienki. Mama pewnie jeszcze śpi odsypiając wczorajszą imprezę. Kto wie? Może przyprowadziła jakiegoś faceta na jedną noc... Spojrzałam w lustro i dziwię się, że jeszcze się nie roztrzaskało. Moja twarz była nie wyspana, miałam podkrążone oczy, a tusz całkowicie się rozmazał. Zmyłam pozostałe resztki makijażu i postanowiłam użyć tylko odrobiny podkładu. Nie zamierzałam gdziekolwiek dzisiaj wychodzić. Wróciwszy do swojego pokoju, sprawdziłam godzinę. 7:28. Cholernie źle się czuję. Psychicznie i fizycznie. Jest sobota, więc nie trzeba iść do szkoły. Położyłam się na łóżku i zastanawiałam nad tą chorą sytuacją. Chorą? Ba! Psychiczną! Rana jest moją przyjaciółką, a Matt przyjacielem! Chociaż nie powinnam go tak nazywać. Dlaczego on to do cholery robi?! Przecież ci ludzie nic mu nie zrobili! A Rana? Na każdym kroku coś jej grozi, właśnie przez naszego przyjaciela! Powiedzieć jej? To popieprzona walka myśli. Dobra. Już wiem. Nie powiem jej, ze względu na jej bezpieczeństwo. Jeśli coś stanie się JEJ, wtedy zgłoszę to na policję. Przepraszam Matty. To dla twojego dobra. 
Mój telefon zabrzęczał, co oznaczało nową wiadomość.





Mimo sytuacji w jakiej się znajdywałam, uśmiechnęłam się. 




I kolejny SMS.




Kuźwa. Sama nie wiem. Ale w sumie... jego obecność pomoże mi. Dobra.




Zablokowałam telefon i rzuciłam go obok siebie. Westchnęłam i wstałam z łóżka. Pozbierałam wszystkie papierki, które walały się po podłodze, po czym wrzuciłam je do kosza. Inne rzeczy, które także znajdowały się tam, odłożyłam na ich miejsce. 
Pokój jest posprzątany, więc przebiorę się i zobaczę jak jest na dole. Wyciągnęłam z szafy luźne dresy, które chwilę później ubrałam. 
Gdy byłam w połowie schodów, wróciłam z powrotem do pokoju, bo jak zwykle zapomniałam o telefonie. Schowałam go do kieszeni i pewna, że nic nie zapomniałam udałam się na dół.



*Rana*


Obudził mnie zapach śniadania. Dokładniej, gotującego się mleka. Odkryłam się, wstając z łóżka. Przetarłam oczy, które mimo kilku godzinnego snu nadal były zmęczone. Ruszyłam w stronę drzwi łazienki, a gdy już tam się znalazłam, zamknęłam je na klucz. Spoglądając na siebie w lustrze nie zauważyłam jakiś wielkich zmian. Lekko podkrążone oczy, każdy włos w innym kierunku. Głęboko westchnęłam zabierając ze zlewu szczotkę, która doprowadziła moje włosy do porządku. Zaplotłam je w niechlujnego warkocza. Kolejną czynnością, którą zrobiłam, było ochlapanie swojej twarzy wodą. Koniecznie zimną, która od razu mnie rozbudziła. Teraz delikatne poprawki twarzy i koniec. 
Mój rękaw miał kilka czerwonych plam. Podciągnęłam go do łokcia, zauważając, że bandaż był cały zakrwawiony. Kurwa. Ściągnęłam go, umyłam rękę, na której zostały resztki krwi. Do zlewu nalałam wody, wrzucając tam kawałek materiału. Bluzę zdjęłam pozostając w samej koszulce. Na szczęście ręka już nie krwawiła. Wyszłam z łazienki tylko po ubrania. Wyciągając pierwsze lepsze ubrania, z szafy wypadł notes.
Pamiętnik. Czyżby.. Tak, to ten, który pisałaś za TAMTYCH czasów. Moja podświadomość kazała otworzyć mi to, ale ważniejsze rzeczy miałam teraz do wykonania. Rzuciłam mój stary pamiętnik na łóżko i wróciłam do łazienki. Czerwona ciecz zdążyła "przenieść" się z materiału na wodę. Chwyciłam w ręce bandaż, dokładnie wykręcając. Przyłożyłam kawałek waty i  nałożyłam wcześniej wspomniany materiał. Przebrałam się i wróciłam do pokoju.
Pamiętnik. Czytać czy nie czytać? On jest mój, ale.. sama nie wiem. Przeczytam chociaż jednej wpis.
Podeszłam do łóżka chwytając czarny notes, który jakiś czas temu, z każdym dniem poznawał moje uczucia, myśli i troski.


Wpis 23. 
23.10.2012r.

Pamiętniku.
Kolejny dzień. Nie wytrzymuję tego. Z każdym dniem jest co raz gorzej. Nic mi już nie pomaga. Moi przyjaciele o niczym nie wiedzą. Z każdym dniem jest co raz więcej blizn na mojej ręce. Z każdym dniem wylewam co raz więcej łez. Z każdym dniem co raz bardziej Go kocham i nienawidzę. Nie chcę. Nie potrafię. Chcę to zrobić. Już niedługo zniknę z tego świata na dobre. Będzie mi tam lepiej. Będzie.

Kończąc czytać nawet nie zauważyłam, że rozpłakałam się na dobre. Płakałam, bo miałam wrażenie, że to znowu nadchodzi. Jestem chora. Chora przez życie.



*Narracja trzecioosobowa*



- Jesteś pewny, że nadal chcesz to ciągnąć? - Zapytał Mark Adams, handlarz bronią.
- Tak. Jestem w stu procentach pewny. Każdy musi zapłacić za swoje czyny. - Odpowiedziała postać.
- Eh. Jak uważasz. To co tym razem mam Ci sprzedać? - Adams wiedział, że wcześniej czy później jego stały klient zapłaci za wszystkie morderstwa.
- Tym razem pistolet SIG-Sauer P232 - Westchnął.
- Nie mamy obecnie na składzie. Załatwię Ci na jutro. - Cóż, rujnowało to dzisiejsze plany M., ale musiał poczekać. Musiała to być odpowiednia broń.
- Kurwa.. dobra. Poczekam. Zadzwoń do mnie, gdy skarb będzie już u Ciebie. - Pożegnał się i widząc zachodzące słońce ruszył w stronę jej domu.
Kochał Ją. Bezgranicznie. 
Mówiło sumienie mordercy. Była to prawda. Kochał Ją. Chciał, aby była szczęśliwa. Chciał , aby była bezpieczna. Dlatego zabijał. Zabijał te osoby, które ją skrzywdziły. Kiedyś, teraz i wkrótce. Wszystko dla miłości.


"Tracąc ważną dla nas osobę, tracimy sens życia."


***
Witajcie! Naprawdę przepraszam Was za moje nieobecności. I cieszę się, że zaczęliście komentować! :) Rozdział naprawdę podoba mi się. Jest taki jaki miał być. Wylałam całą swoją wenę na ten rozdział. Może jest krótki. Gdy czytacie naprawdę włączcie sobie te piosenki, Nadają nastroju :) 

I TERAZ!

KAŻDA OSOBA, KTÓRA PRZECZYTAŁA
NIECH ZOSTAWI PO SOBIE KOMENTARZ.
DLA WAS TO CHWILA DŁUŻEJ, A DLA MNIE
MOTYWACJA.
Naprawdę, nie chcę zawieszać bloga, ale jeśli
wasza aktywność będzie mała - rzadko będą
się pojawiać rozdziały.

No to tyle! Bardzo Was kocham!
Do następnego!

~Autorka.





poniedziałek, 6 stycznia 2014

Bardzo ważna informacja.

Kochani. Mam dla Was kilka wiadomości i każda osoba, która to przeczyta niech zostawi po sobie komentarz. Jeśli zostawiasz komentarz jako osoba anonimowa, podpisz się w jakiś sposób.

Okey. Zaczynamy.
Rozdziały. Wiem, wiele razy i to już nie raz przepraszałam, że rozdziały się nie pojawiają w terminie. Ale ja mam też życie prywatne, szkołę, rodzinę i przyjaciół. Owszem, w szkole czy w domu zawsze coś próbuję nabazgrać, gdy mam tylko czas. W ostatnim czasie też wena mnie opuściła i nie ma zamiaru jak na razie wrócić, ale staram się jak mogę. Kolejny rozdział postaram się wstawić w tym tygodniu, jednak nic nie obiecuję.


Komentarze.
Pod rozdziałami jest średnio 5-9 komentarzy, a odwiedzin prawie 5 tysięcy.. Pod notkami typowo informacyjnymi nie ma komentarzy w ogóle, to jeszcze bardziej mnie dobija. Naprawdę, im więcej komentarzy tym większa motywacja dla mnie. Proszę Was o jedno. Jeśli przeczytacie, zostawcie po sobie komentarz. Nawet jeśli anonimowo, bo np. nie posiadacie konta to postaraj się zastosować do tej zasady : " Jeśli zostawiasz komentarz jako osoba anonimowa, podpisz się w jakiś sposób.".


Powiadomienia.
Jeśli chcecie być informowani o rozdziałach, po prostu zajrzyjcie do zakładki Informowani, albo pod rozdziałem/notką napiszcie, że chcecie zostać poinformowani o każdym nowym rozdziale i zostawcie do siebie kontakt, np. GG, Twitter'a, mail'a itd.


Nowe opowiadanie.
W trakcie tworzenia jest nowy projekt. Little Dark Love to nowe opowiadanie, które wystartuje z początkiem (?!) lutego. O czym będzie? Dowiecie się niedługo.


Zawieszenie bloga.
Jeśli Wasza aktywność chociaż odrobinkę nie wzrośnie to chyba zawieszę bloga na jakiś czas, ale to jeszcze nie jest pewne. I nie, to nie jest szantaż.


TO TYLE. Naprawdę zostawcie po sobie komentarz w tej notce nawet jako anonimki podpisane.. to dla mnie bardzo ważne.

Do następnego,
~`Pajka, wasza autorka. xx